Autor: Aru

Krótko o… książkach cz. 15

Łukasz Orbitowski – Kult

Łukasz Orbitowski z pisarza zajmujący się literaturą, którą można określić jako horror/fantastyka, z każdą kolejną książką, przeobraża się w coraz poważniejszego autora. W swojej ostatniej powieści Kult, sięga po temat duchowości. Korzysta tutaj z prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w latach 80 i 90 XX wieku w Oławie. Tej sennej Oławie, która kojarzy mi się przede wszystkim, jako jedna z ostatnich stacji po drodze do Wrocławia. To właśnie w tym mieście, w 1983 roku Kazimierzowi Domańskiemu, objawiła się matka boska. Orbitowski nie odtwarza tego co się wówczas wydarzyło 1:1, on tylko opiera się na ty, co wówczas się tam wydarzyło, aby opowiedzieć coś o nas samych, ale przy okazji o pewnej epoce, która, miejmy nadzieję, pozostała daleko za nami. Pokazuje przede wszystkim relacje między braćmi, między mężem i żonom, rodzicami i dziećmi, pomiędzy mieszkańcami miasta i ludźmi tam przybywającymi. Orbitowski, który osobą głęboko wierzącą z pewnością nie jest, mówi o tym, jak bardzo pragniemy cudu. Ogromną zaletą książki jest to, że autor nikogo tu nie osądza, daleki jest od oceniania opisywanych postaci i zdarzeń. Z pewnością czujemy jego wielką sympatię wobec proroka Henia, który z trudem dźwiga rolę duchowego przywódcy, ale nie ukrywa on jego ułomności. Kult Orbitowskiego, to z pewnością jedna z najlepszych książek tego roku i chyba najlepsza, z dotychczasowych wydawnictw tego autora.

Wczoraj na Jeziorze Turawskim

Miała być tylko mała wyprawa rowerowa, ale jakoś tak wyszło, że wczoraj około godziny 10 znaleźliśmy się na łódce, płynącej po Turawie. Było Przyjemnie, może zbyt słonecznie, czego skutki teraz odczuwa moja twarz. I gdyby nie to, że kiedy byliśmy po przeciwnej stronie niż nasz port, kompletnie zdechł wiatr i ostatecznie trzeba było wracać na silniku.

Ogniste pożegnanie

We wtorek pożegnał się z polskimi fanami zespół Slayer. I zrobił to w naprawdę wielkim stylu. Koncert w gliwickiej Arenie rozpoczął się dźwiękami Delusions Of Saviour, pochodzącego z ich ostatniego albumu. A później poleciały kawałki, należące do najważniejszych w historii metalu, takie jak South of Heaven, Seasons in the Abyss,Angel of Death czy South of Heaven. W sumie 21 jeden wspaniałych, prawdziwie miażdżących utworów. Grali świetnie, a hala gliwickiej Areny okazała się naprawdę idealnym miejscem na taki właśnie koncert. I mam nadzieję, że w przyszłości, niejednokrotnie przeżyję tam kolejną muzyczną przygodę. Wracając jednak do wtorkowego koncertu. Aż trudno uwierzyć, że panowie tworzący Slayera, mają zamiar udać się na muzyczną emeryturę. Jakoś nie widać po nich spadku formy, wszyscy są też przed sześćdziesiątką. No i czym, mają zamiar się zająć? Nie wyglądają na takich, którzy będą uprawiać ogródek. Za dwa, może trzy lata, usłyszymy o reaktywacji zespołu i kolejnej ognistej trasie koncertowej i jeśli zahaczą o Polskę, to może znów ich usłyszę. Pożegnalny koncert Slayera zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, wspaniała muzyka, w miażdżącej oprawie, z którą nie mam zamiaru się rozstawać.

Niedzielny poranek

Niedzielny poranek jest idealny do tego, aby wsiąść na rower i wyruszyć na eksplorację okolicznych pól i lasów. Prawdopodobieństwo, że ktoś przeszkodzi nam w kontemplacji przyrody jest bardzo niewielkie. Pozostajemy tylko my, chór ptaków i owadów, oraz cudowna, świeża zieleń. Dziś właśnie udało mi się powrócić do zwyczaju, który wypracowałem poprzedniego lata i z samego rana wsiadłem na rower, aby napawać się spokojem niedzielnego poranka.

Krótko o… płytach cz. 9, czyli starzy wyjadacze dają czadu!

Rammstain – Rammstain

Dziesięć lat musieliśmy czekać na nowy album Rammsteina, ale kiedy po raz kolejny słucham tego krążka, nie żałuję ani chwili. Warto było czekać na te 11 kawałków. Niby nic nowego, ale mocno mnie biorą te kompozycje. Tu każdy fragment, każda fraza udowadniają jedno, oni wiedzą, jak dowalić. Wszystko mi się tu bardzo podoba od surowej okładki, poprzez teksty, na muzyce kończąc.

KAT & Roman Kostrzewski – Popiór

Gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, płyta Popiór to w 100 % KAT. Z jednej strony świetne, współczesne brzmienie, z drugiej jednak muzyka, wokal i teksty, które nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z klasykami polskiego trash metalu. Płyta do której nie ma się jak przyczepić.

Nocturnus AD – Paradox

Ostatnia płyta Nocturnus wyszła dziewiętnaście lat temu. Jednak 24 maja 2019 roku pojawiło się nowe wcielenie, klasyków death metalu. Michael Browning (perkusja i wokal) postanowił nawiązać do pierwszej płyty zespołu, The Key. Na płycie Paradox jest wszystko to, co wyróżniał ten zespół z ówczesnej masy, death metalowych kapel. Soczyste solówki, kosmiczna tematyka, podążanie swoją własną, metalową ścieżką. I tylko elektronika czasami za bardzo mi przeszkadza.