Krótko o… płytach cz. 14

Lindemann – F & M

Najpierw w maju wyszła nowa, świetna płyta Rammsteina, a pod koniec listopada ukazał się krążek projektu firmowanego nazwizkiem wokalisty niemieckiego bandu, Lindemann zatytułowany F & M. Wydana cztery lata temu płyta spółki Lindemann – Tägtgrena, jakoś nie specjalnie przypadła mi do gustu. Lindemann śpiewający po angielsku to jednak nie to. No i muzycznie, te utwory były znacznie słabsze niż dokonania Rammstein czy Pain. Na F&M powrócił jednak do swojego rodzinnego języka i chociaż płyta nie jest najgorsza, to kiedy jej słuchałem miałem wrażenie, że to jakiś słabszy Rammstein. Lindemann ma tak charakterystyczny sposób śpiewania, że musiałby całkowicie odejść od stylistyki swojej macierzystej kapeli, aby nie być z nią kojarzony. Mimo wszystko, warto posłuchać.

Year of the Cobra – Ash and Dust

Pochodzą ze Seattle i w dwójkę tworzą niezwykły zespół. Ona, Amy Tung Barrysmith, gra na basie, on, Johanes Barrysmith na perkusji. I to wszystko. Ale nie trzeba nic więcej. Są świetni. Ich muzyka jest ciężka, chwilami wręcz przytłaczająca, ale też wspaniała w swojej prostocie. Oboje są świetnymi muzykami, którzy swoimi dźwiękami są w stanie całkowicie zapanować nad przestrzenią. No i do tego jeszcze wokal Amy, który doskonałym uzupełnieniem stworzonej przez nich muzyki. Ash and Dust to z pewnością jedna z najciekawszych płyt tego roku i jedno z moich najważniejszych odkryć.

Leonard Cohen – Thanks for the Dance

3 listopada minęły trzy lata od śmierci tego wybitnego artysty, a tu tak niespodzianka. W zeszłym tygodniu ukazała się jego najnowsza płyta Thanks for the Dance. Nie przepadam za grzebaniem w odpadkach tylko po to, żeby móc nieco zarobić. Zresztą Cohen niewiele tego pozostawił i materiału starczyło zaledwie na 29 minut. Płyta została bardzo dobrze przyjęta przez krytyków, ja jednak pozwolę sobie nie zgodzić się z tymi opiniami. You Want It Darker była płytą wspaniałą, którą artysta pożegnał się z nami pozostawiając coś wyjątkowego. Thanks for the Dance, przynajmniej dla mnie była męcząca. Cohen deklamuje swoje wiersze, do których dołączona bardzo delikatne tło muzyczne, które niestety nie wydobywa z tych utworów drzemiącej w nich wielkiej siły.

A może to ja się mylę?

Krótko o… książkach cz. 18

Marek Krajewski, Golem

Marek Krajewski w tym roku przygotował dwie książki. Wiosną ukazała się całkiem udana Dziewczyna o czterech palcach (cykl o Popielskim), a kilka tygodni temu Goliat (cykl o Mocku). I tym razem autor jednak nie podołał. Książka jest wyjątkowo nie ciekawa. Jak dotąd, jeszcze żadna opowieść o Mocku nie była tak słaba. Odnosi się wrażenie, że została napisana zbyt szybko, tak jakby trzeba było coś szybko napisać i w ten sposób powstał Golem, potwór ulepiony naprędce z gliny. Krajewski postanowił totalnie przemaglować swojego bohatera. Upokarza go, totalnie upodla i niemal unicestwia. Czyżby autor upatrywał jakąś psychopatyczną radość w niszczeniu swojej postaci? Nie wiem czemu to wszystko miało służyć? Nie ma to żadnego związku z wcześniejszymi książkami, które opisywały późniejsze wydarzenia z życia tego bohatera. Coś takiego wywarłoby głęboką rysę na każdym, a nigdy nie było o tym mowy. I chociaż akcja książki, wciąż toczy się we Wrocławiu (Breslau), to miałem wrażenie, że niewiele jest tutaj tego wspaniałego miasta. Czuję wielkie rozczarowanie, bo kryminalny cykl o Mocku, należał do moich ulubionych.

Szczepan Twardoch, Królestwo

Po sukcesie Króla, Twardoch postanowił iść za ciosem i napisał kontynuację historii Jakuba Szapiro. Tym razem akcja powieści toczy się podczas wojny, a Szapirę obserwujemy oczami jego syna Dawida oraz kochanki Rywki. Co się stanie, kiedy król straci swoje królestwo? To opowieść o upadku, beznadziei i śmierci człowieczeństwa. Tu silnymi są ci, którzy wydawali się słabi, w przeciwieństwie do tych potężnych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z utratą pozycji. Twardoch po raz kolejny pokazuje okrucieństwo i bezsens wojny. Jednak najbardziej wstrząsający w tej książce jest pesymizm. Ciężko jest się pozbierać po tej lekturze. I jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że Twardocha można uznać, za jednego z najważniejszych, współczesnych pisarzy, Królestwo jest kontynuacją świetnego Króla, ale jednocześnie odnosi się wrażenie, że to już zupełnie inna opowieść. Mróz czegoś takiego nie potrafi.

Ach te zwierzaki!!!

Każdy, kto ma zwierzaki w domu, wie o tym, jakimi mogą być wspaniałymi towarzyszami. Pocieszą, przytulą, a przede wszystkim rozbawią. Wprowadzają ożywczego chaosu do naszego życia. Ale i te żyjące na wolności, mogą wywołać uśmiech. Właśnie takim zwierzętom, przyłapanym w różnych dziwnych sytuacjach, poświęcony jest konkurs fotograficzny Comedy Wildlife Photography Awards. Polecam każdemu, kto ma akurat gorszy dzień. Przynajmniej na chwilę o wszystkim zapomni. Smutne byłoby życie na naszej planecie bez naszych zwierzęcych towarzyszy, szkoda tylko, że w wyniku naszej działalności jest ich coraz mniej. A oto kilka zdjęć, które mnie szczególnie rozbawiły:

Poranny spacer

Prognozy pogody wskazują na to, że dzisiejszy dzień był ostatnim tak ciepłym tej jesieni. Żal byłoby zmarnować taką pogodę, więc rano wziąłem psinę i ruszyliśmy do lasu. Było wspaniale! Obezwładniające zapachy, kolory i dźwięki. Taka jesień, mogłaby potrwać znacznie dłużej. Nawet do wiosny.

Królikarnia

fot. wikipedia

Wśród wielu niezwykłych miejsc Warszawy, na szczególną uwagę zasługuje Królikarnia, klasycystyczny pałac, w którym znajduje się Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego. Mocno zniszczony podczas wojny, po odbudowie został przeznaczony na miejsce prezentacji kolekcji tego wybitnego artysty. Miała się tam znaleźć także jego pracownia, jednak przeciągająca się odbudowa pałacu, zakończyła się rok po śmierci artysty. Dziś mieści się w nim oddział Muzeum Narodowego, w którym znajdują się bardzo ciekawe zbiory. To także miejsce licznych inwentów. Wokół pałacu znajduje się niezwykły park, w którym wyeksponowane zostały rzeźby. A kiedy jesień jest tak piękna jak w tym roku, można się tam zgubić na dłużej. A naprawdę warto, może się to przerodzić w inspirującą przygodę.