Ach te zwierzaki!!!

Każdy, kto ma zwierzaki w domu, wie o tym, jakimi mogą być wspaniałymi towarzyszami. Pocieszą, przytulą, a przede wszystkim rozbawią. Wprowadzają ożywczego chaosu do naszego życia. Ale i te żyjące na wolności, mogą wywołać uśmiech. Właśnie takim zwierzętom, przyłapanym w różnych dziwnych sytuacjach, poświęcony jest konkurs fotograficzny Comedy Wildlife Photography Awards. Polecam każdemu, kto ma akurat gorszy dzień. Przynajmniej na chwilę o wszystkim zapomni. Smutne byłoby życie na naszej planecie bez naszych zwierzęcych towarzyszy, szkoda tylko, że w wyniku naszej działalności jest ich coraz mniej. A oto kilka zdjęć, które mnie szczególnie rozbawiły:

Poranny spacer

Prognozy pogody wskazują na to, że dzisiejszy dzień był ostatnim tak ciepłym tej jesieni. Żal byłoby zmarnować taką pogodę, więc rano wziąłem psinę i ruszyliśmy do lasu. Było wspaniale! Obezwładniające zapachy, kolory i dźwięki. Taka jesień, mogłaby potrwać znacznie dłużej. Nawet do wiosny.

Królikarnia

fot. wikipedia

Wśród wielu niezwykłych miejsc Warszawy, na szczególną uwagę zasługuje Królikarnia, klasycystyczny pałac, w którym znajduje się Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego. Mocno zniszczony podczas wojny, po odbudowie został przeznaczony na miejsce prezentacji kolekcji tego wybitnego artysty. Miała się tam znaleźć także jego pracownia, jednak przeciągająca się odbudowa pałacu, zakończyła się rok po śmierci artysty. Dziś mieści się w nim oddział Muzeum Narodowego, w którym znajdują się bardzo ciekawe zbiory. To także miejsce licznych inwentów. Wokół pałacu znajduje się niezwykły park, w którym wyeksponowane zostały rzeźby. A kiedy jesień jest tak piękna jak w tym roku, można się tam zgubić na dłużej. A naprawdę warto, może się to przerodzić w inspirującą przygodę.

Krótko o… płytach cz.13

New Model Army – From Here

To z pewnością jedna z najlepszych płyt tego roku. Gdyby ktoś, nieznający muzyki rockowej, poprosił mnie o to żeby polecić mu jedną płytę, dzięki której mógłby zrozumieć czym jest ten gatunek muzyki, to spokojnie mógłbym mu wskazać From Here.  Bo rock to bunt, sprzeciw wobec zastanego świata, muzyka, która powinna tworzyć pęknięcie w sercu i zmuszać umysł do przewartościowania zastanej wiedzy. I właśnie to można odnaleźć w utworach z tej płyty. A trzeba jeszcze dodać do tego przejmujący wokal Justina Sullivana. Niesamowite jest to, że po 40 latach na scenie, można nagrać jeden z najlepszych krążków w swojej karierze. No i okładka, jest po prostu świetna.

Iggy Pop – Free

Free to płyta muzycznie dość wyważona, pełna melancholii, niemal filozoficznych tekstów, które najczęściej są przez Iggy’iego recytowane, wyszeptywane lub wymrukiwane. Płyta spokojna, a jednak wzbudzająca niepokój. Free to jeden z tych albumów, który nie kosi umysłu przy pierwszym przesłuchaniu, za to smakuje coraz lepiej z każdym kolejnym.

The HU – The Gereg

Kiedy kilka miesięcy temu usłyszałem Yuve Yuve Yu mongolskiego zespołu The Hu opadła mi szczęka. Lubię klimaty metalowo etniczne, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie słyszałem. Połączenie tradycyjnej muzyki rodem z Mongolii z mocnymi, gitarowymi dźwiękami, wyszło naprawdę świetnie. A do tego ten niesamowity wokal. Na The Gereg mamy muzykę, która jest świeża i bardzo ciekawa. The Hu sprawił, że zacząłem poszukiwać zespołów pochodzących z Azji, grających mocną muzę i przyznać muszę, że stało się to niezwykłą i bardzo ciekawą muzyczną przygodą.

Bluesowe święto

W ostatnią sobotę miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w bluesowym święcie, jakim jest Rawa Blues Festival. To była prawdziwa, muzyczna uczta. Wśród wykonawców znaleźli się, The Daniel Castro Band klasyczny, piękny gitarowy blues. Danie Castro grał niemal magicznie. Chociaż największe wrażenie zrobił na mnie Victor Wainwright & The Train. To była prawdziwa petarda! Victor Wainwright szalał na scenie. To gejzer pozytywnej energii. To było coś niesamowitego. Kiedy później  na scenę wyszli najbardziej doświadczeni James Blood Ulmer Memphis Blood Blues Band feat. Vernon Reid, niestety pomimo wielkich umiejętności i doświadczenie, nie potrafili przebić się przez to, co stworzył Victor z kolegami. A na koniec wystąpiła, młodziutka, zaledwie 21 letnia Hannah Wicklund and The Steppin’ Stones. Dziewczyna pięknie śpiewała, nieźle wymiatała na gitarze, ale jakoś jej kompozycje mnie nie porwały. Niby fajne, bardziej rockowe niż bluesowe granie, ale w wolniejszych utworach, przynajmniej dla, było zbyt popowo. Bardzo cieszę się z tego, że wybraliśmy się na Rawę, to było bardzo pozytywne i przyjemne doświadczenie.