W czeskich górach

Bardzo lubię okolice czeskich Jeseników. Jednym z powodów jest to, że stosunkowo blisko mieszkam, ale drugi, ważniejszy, tam jest po prostu przyjemnie. Piękne góry (Góry Opawskie, Góry Złote, Wysoki i Niski Jesenik), ale także kilka zamków i pałaców, przyjemne górskie szlaki z pięknymi widokami. Zawsze po przekroczeniu granicy mam wrażenie, jakby życie nagle zwolniło, świat stał się jakiś spokojniejszy, bardziej przyjazny. I właśnie tam udało nam się spędzić nie tak dawno kilka, bardzo przyjemnych dni, wędrując po górach, racząc się wspaniałymi wytworami czeskich browarników raz wołowym gulaszem z knedlem.

A, że byliśmy całkiem blisko postanowiliśmy także skorzystać z jednej z większych atrakcji regionu, czyli odbyć spacer w chmurach. Platforma widokowa, robi spore wrażenie, a widoki, naprawdę piękne.

Krótko o… książkach cz. 16 Trzy czeskie biografie

Aleksander Kaczorowski w biografiach trzech wybitnych czeskich twórców, w fascynujący sposób opowiada o historii Czech w XX wieku. Ota Pavel dziennikarz sportowy, wybitny pisarz, który stworzył rzecz tak niezwykłą jak Śmierć pięknych saren. Człowiek, na którym piekło wojny odcisnęło tak durze piętno, że doprowadziło go to do szaleństwa. Bohumil Hrabal, jeden z najwybitniejszych pisarzy europejskich XX stulecia, prawdziwy mistrz snucia opowieści, który w prosty oraz ironiczny sposób potrafił poruszać tematy bardzo trudne. Vaclav Havel dramaturg, buntownik, poeta, później także polityk. Trzy wybitne jednostki, które musiały zmierzyć się z systemem totalitarnym (w przypadku Oty Pavla, nawet z dwoma) i trzej wielcy pisarze, którzy w swojej twórczości próbowali zgłębić ludzką duszę. Kaczorowski napisał nie tylko biografie tych wybitnych artystów, ale także Czechów i ich kraju w ostatnich kilkudziesięciu latach. Hrabal. Słodka apokalipsa, Havel. Zemsta bezsilnych i Ota Pavel. Pod powierzchnią, to książki, z którymi powinien zapoznać się każdy kogo interesują nasi południowi sąsiedzi.

Muzyczne podróże. Japonia to dziwny kraj

Ostatnie dwa wieczory, muzycznie spędziłem w Japonii i muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Moje zainteresowania krążą głównie wokół cięższego grania i przede wszystkim tego typu muzyki szukałem. I tu spotkało mnie kilka niesamowitych niespodzianek. Japończycy w znaczący sposób starają się wychodzić poza ramy gatunku. Łączą gitarowe granie muzyką tradycyjną, dziwnie się przebierają (na przykład za jabłuszko), dają totalnego czadu, po czym następuje kompletna zmiana nastroju i zaczynają grać nie pasujące do tego wesołe melodyjki, no i są przy tym świetnymi muzykami, z ogromną wyobraźnią. Warto zapamiętać takie nazwy jak Ningen Isu, Maximum the Hormone, Uchikubigokumon-Doukoukai, czy mój ulubieniec, perkusista Nyango Star. No ale może starczy tej mojej pisaniny, niech przemówi muzyka, to naprawdę egzotyczna podróż:

Do lasu

O 6 rano coś wyrwało mnie ze snu. Wyprowadziłem psa, szybko coś zjadłem i korzystając z tego, że słońce nie świeci zbyt mocno, wsiadłem na rower, aby ruszyć do lasu. Niezwykły impuls, pognał mnie na bardzo przyjemną wyprawę. To niesamowite jak rano pięknie pachnie las. A świadomość tego, że jest się tam jedynym człowiekiem, zwiększa tylko ekscytacje. Wystarczy zatrzymać się na chwilę usiąść i wsłuchać się w las, który już po krótkiej chwili przestaje się nami przejmować i wybucha całą mocą życia. Zewsząd słychać ptaki, wspaniale szumią drzewa, a rój owadów kompletnie nic sobie nie robi z naszej obecności. Czasami spośród drzew na chwilę wyjdzie zając lub zagubiona sarna. To niepowtarzalne i bardzo budujące doświadczenie, które może dostarczyć potężnej dawki niespożytej siły.

A ten dziwaczny stworek poniżej, to moja dzisiejsza traska. W sumie 45,6 km, nieźle jak na początek dnia 😊