Krótko o… książkach cz. 14

Cixin Liu, Piorun kulisty

Książka Piorun kulisty jest dowodem na to, że fantastyka to tylko opowieści o smokach, czarodziejach, elfach czy innych nieistniejących stworach, które toczą między sobą nieustanne wojny o panowanie nad światem. Cixin Liu w swoich książkach nawiązuje do najlepszych czasów gatunku, kiedy to poprzez fantastykę popularyzowano naukę, przedstawiając teorie naukowe, a nawet, pozwalano sobie na wymyślanie nowych rozwiązań, których ze względów technicznych nie można stworzyć, a które po kilkudziesięciu latach powoli stają się naszą rzeczywistością. Fantastyka, to także rozważania na temat wpływu zmian technologicznych na człowieka i społeczeństwo. I tak też jest w tej książce, w której główni bohaterowie starają się zgłębić tajemnicę pioruna kulistego, oraz znaleźć dla niego zastosowanie militarne. Znajdziemy tu sporo fizyki, ale przedstawionej w sposób bardzo jasny. Cixin Liu stara się także pokazać niebezpieczeństwo wynikające z wykorzystanie w wojsku nowych technologii. Z pewnością książka ta daleka jest od wspaniałej, epickiej wręcz trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi, ale i tak warto poświęcić na nią swój czas.

Marek Krajewski, Dziewczyna o czterech palcach

Nie jestem wielkim fanem cyklu powieści o Popielskim. Może wynika to z tego, że nie posiadam lwowskich sentymentów, a i sama postać głównego bohatera wydaje mi się być kopią Mocka. Więc kiedy wrzuciłem do czytnika najnowszą powieść Marka Krajewskiego, zrobiłem to bez większego entuzjazmu. Czułem się nawet lekko zawiedziony, że wrócił on do swojego lwowskiego cyklu. Ale ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu książka dosłownie mnie wchłonęła. Dwa dni potrzebowałem, żeby przelecieć przez przeszło 400 stron tekstu. Krajewski odszedł nieco od kryminału i stworzył dosyć interesującą powieść szpiegowską. Wyprowadził także swojego bohatera ze Lwowa. Akcja Dziewczyny o czterech palcach toczy się na Polesiu, w Warszawie i Gdańsku. Brak tutaj przeintelektualizowanych teorii filozoficznych, za to mamy szachy, które stały się częścią intrygi. A do tego Popielski zostaje uwikłany w niezwykle ważne wydarzenia historyczne, wspomnę tylko, że część akcji toczy się w grudniu 1922 r., który był dosyć tragiczny dla naszego kraju. I chociaż intryga nie jest jakoś specjalnie skomplikowana, to z ogromną przyjemnością dałem się wciągnąć wyobraźni pana Marka. Nie jest tak krwawo, brudno jak w poprzednich powieściach, ale wciąż jest bardzo ciekawie. Książka w sam raz na deszczowe, wiosenne wieczory, jakich ostatnio mieliśmy sporo. A jesienią Marek Krajewski wyda kolejną część przygód Mocka, więc będę mógł zanurzyć się w moim ukochanym Wrocławiu.

Pomysł na Notre Dame

Francuska pracownia architektoniczna Vincent Callebaut Architectures przedstawiła swoją koncepcję odbudowy dachu katedry Notre Dame w Paryżu. Założenie bardzo mi się podoba, no bo po co odtwarzać, to co stworzyli średniowieczni mistrzowie, skoro nadarzyła się okazja, to może warto dodać coś swojego. Według pomysłu Vincenta Callebauta, dach katedry zostałby przekształcony w elektrownię słoneczną, a przeszklone poddasze zamieniono by w ogród. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten pomysł. Więcej wizualizacji tutaj. Warto także obejrzeć inne pomysły tej pracowni.

A było tak pięknie

Kiedy patrzę za okno, za którym dominującym kolorem jest szarość, a do tego wieje i pada deszcz, to trudno mi uwierzyć, że to połowa maja. Gdzie jest słońce i błękit nieba? A przecież kwiecień był taki piękny! Nie pozostaje nic innego jak sięgnąć do folderu ze zdjęciami sprzed kilku tygodni by zarzucić sobie porządną dawkę wiosennej energii.

Velké Losiny i okolice

Tradycyjnie niemal każdą majówkę, spędzamy w Czechach. Tak też było i w tym roku. Pomiędzy 2 a 5 maja przebywaliśmy w całkiem uroczej wiosce Velké Losiny, położonej w Wysokim Jeseniku. Dzięki wspaniałemu renesansowemu pałacowi sama miejscowość jest dosyć ciekawa, a co najważniejsze może być dogodnym punktem wypadowym do wędrówek pieszych lub rowerowych po pięknych górach. Zaletą tego miejsca okazało się także to, że okoliczne wzgórza nie są zbyt wysokie, chociaż to i tak wystarczyło, aby zmusić nas do myślenia o pracy nad kondycją. Wspomnieć jeszcze muszę o świetnym miejscu noclegowym jakim są Apartmány Vízmberk, bardzo miły właściciel i wysoki standard, a wszystko to za całkiem przystępną cenę.

3 Majówka – Wrocław 1 V 2019

Wczoraj mieliśmy ogromną przyjemność uczestniczyć we Wrocławskiej 3 Majówce. Świetna impreza i aż żałuję, że skusiliśmy się tylko na jeden dzień. Nie zdawałem sobie sprawy, że okolice Hali Stulecia, tak doskonale nadają się na tego typu imprezy.

Koncert Napalm Death to właściwie spełnienie marzeń. Muzyka, która miażdży, rozgniata, dzięki której można przeżyć prawdziwe katharsis. Wielki szacun dla kapeli, która gra już od prawie czterdziestu lat, a wrzeszczący Mark Greenway to prawdziwa torpeda, nie wiem skąd facet bierze tyle siły i jak to możliwe, że po tylu latach, jest jeszcze w stanie coś krzyczeć Myślę, że wkrótce nieco więcej napiszę o samym zespole i o tym jakie znaczenie ma dla mnie jego muzyka.

Z kolei koncert Nocnego Kochanka, to świetna zabawy. Wielu metalowych purystów oburza się na ten zespół, a mi się i tak podoba. Trzeba mieć dystans do siebie i tego co się kocha. Chłopaki świetnie grają, a dzięki łatwej do strawienia formie, może kilka innych osób sięgnie po płyty z tego gatunku.

Slade i Organka właściwie pominęliśmy, korzystając podczas ich koncertów z okolicznych punktów gastronomicznych, niezbyt dokładnie wsłuchując się w muzykę. A na koniec zagrał szwedzki Therion, czyli klasycy metalu symfonicznego. Ich muzyka pięknie rozbrzmiewała nad pergolą, stanowiąc wspaniałe zakończenie dnia pełnego pozytywnych wrażeń. I jedyną rzeczą, która podczas tej imprezy mocno mi przeszkadzała, to stado pijanych Januszów, wykrzykujących różne durne hasła. Z nimi akurat świetnie radził sobie wokalista Nocnego Kochanka.

Jeśli w przyszłym roku będę zastanawiał się jak spędzić majówkę, to jest jeden punkt, który warto już dziś sobie zaznaczyć, czyli 3 Majówka we Wrocławiu.

Krótko o… książkach cz. 12

Małgorzata Rejmer, Książka Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii

Odizolować 3 miliony ludzi od świata zewnętrznego i dać nieograniczoną władzę jednemu człowiekowi. Wykreować przywódcę na nieomylnego, ratującego naród przed zagładą herosa, który dzięki wszechobecnej tajnej policji kontroluje życie podległych mu ludzi. Nikt nie może czuć się bezpiecznym, nawet najbliższy współpracownik, nagle może zostać zniszczony za prawdziwe lub domniemane przewinienie. Brzmi jak potworny eksperyment albo kolejna antyutopia wykreowana w czyjejś wyobraźni. Niestety, to wydarzyło się naprawdę, w niewielkiej Albanii, która rządzona przez Envera Hoxhe, stała się potwornym obozem resocjalizacji, przeznaczonym dla całego narodu. Książkę polecam szczególnie tym wszystkim, którzy nie zdają sobie sprawy do czego może prowadzić brak wolności i realizacja wizji jednego człowieka. Nie ma ludzi nieomylnych, a społeczeństwo buduje się na wolnych głosach wielu.