Autor: Aru

Antynoble 2019

W ostatni czwartek w znajdującym się na Uniwersytecie Harvarda Sanders Theatre, odbyła się ceremonia rozdania nagród Ig Nobel, zwanych także antynoblami. Nagrodą tą wyróżniane są prace naukowe, nad których sens można długo się zastanawiać, a i tak niezwykle trudno jest znaleźć dla nich logiczne uzasadnienie. A oto przykłady. W dziedzinie medycyny został nagrodzony Silvano Gallus, za zebranie dowodów na to, że pizza może chronić przed chorobą i śmiercią, pod warunkiem, że została wytwarzona i spożyta we Włoszech.

W dziedzinie edukacji medycznej wyróżniono Karen Pryor i Theresa McKeon za wykorzystanie techniki szkolenia psów zwanej „treningiem klikera”, do szkolenia chirurgów mających wykonywać operacje ortopedyczne.

Ling-Jun Kong, Herbert Crepaz, Agnieszka Górecka, Aleksandra Urbanek, Rainer Dumke i Tomasz Paterek, odkryli, że martwe karaluchy mają inne właściwości magnetyczne niż żywe, co może wskazywać na znaczenie pola magnetycznego w życiu owadów. Z pewnością stanowi to milowy krok w biologii.

Roger Mieusset i Bourras Bengoudifa zajmowali się pomiarem asymetrii temperatury moszny u nagich i odzianych listonoszy we Francji.

Pokojową nagrodę Ig Nobla otrzymali Ghada A. bin Saif, Alexandru Papoiu, Liliana Banari, Francis McGlone, Shawn G. Kwatra, Yiong-Huak Chan i Gil Yosipovitch, za próbę zmierzenia przyjemności jaką daje drapanie.

Z kolei Patricia Yang, Alexander Lee, Miles Chan, Alynn Martin, Ashley Edwards, Scott Carver i David Hu, zostale nagrodzeni za zbadanie, jak i dlaczego wombaty robią kupę w kształcie sześcianu.

Powyższe przykłady pokazują, że nauka może być nie tylko fascynująca i ważna. Może być także zabawna. A tak wyglądała sama uroczystość:

Wspomnienia

Kiedy patrzę za okno, gdzie dosyć mocno wieje, jest szaro, a co jakiś czas zaczyna padać deszcz, zaczynam tęsknie wypominać niedawne wypady na okoliczne pola czy do lasu. Pięknie było, inspirująco i bardzo przyjemnie.

Krótko o… płytach cz.11

Slipknot – We Are Not Your Kind

To mocny, bardzo zróżnicowany i jak to u chłopaków z Iowa, dosyć szalony album. I chociaż jak słyszałem, prawdziwy fan metalu omija Slipknota z daleka, ja od ukazania się tego krążka sięgnąłem po niego już kilkanaście razy. I wciąż mi się bardzo podoba. Zwłaszcza sekcja rytmiczna i wokale w momencie, kiedy stają się chrapliwe, krzykliwe, po prostu brudne. No i samo brzmienie płyty. Trzeba tylko pamiętać, aby mocno podkręcić głośność a wówczas powala.

Killswitch Engage – Atonement

Killswitch Engage, jeden z najważniejszych zespołów grających metacore, wydał niedawno swoją ósmą płytę. I jest to piekielnie dobry album. Mocny, szybki, chwilami czerpiący z trashu. Zresztą, w jednym z utworów (The Crownless King) pojawia się Chuck Billy, wokalisty Testamentu. Mamy tutaj nie tylko metalową napierdalankę, są także chwile spokojniejszego, melodyjnego grania. Słuchając tej płyty można poczuć, jak zaczyna rozpalać się w nas siła, która rośnie, by zamienić się w eksplozję mocy, dzięki której możemy stanąć przeciw całemu światu.

Tool – Fear Inoculum

13 lat musieliśmy czekać na tę płytę. Co jakiś czas pojawiała się informacja, że panowie z Tool’a mają właśnie wejść do studia, po czym okazywało się, że nic z tego. No i w końcu w ostatnich dniach sierpnia ukazała się Fear Inoculum, jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt w historii gitarowego grania. No i zaczęło się. Oczekiwania były tak ogromne, że spora część fanów poczuła się totalnie rozczarowana. Pewnie spodziewali się jakiejś rewolucji, tego, że Tool ponownie wyznaczy zupełnie nową drogę w historii metalu. A za miast tego dostali… no właśnie co? Dostali 100% Tool’a. Tak jak bym nie obraził się, gdyby Metallica wydawała płyty, które przypominają Master of Puppets, tak kompletnie nie przeszkadza mi to, że Maynard James Keenan i spółka, nagrali płytę w stylu, który wypracowali sobie na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Fear Inoculum to dla mnie jedna z najlepszych płyt tego roku, a co tam, to jeden z najważniejszych albumów dekady. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz zupełnie odleciałem słuchając muzyki. A tak właśnie miałem podczas sesji z ostatnim Tool’em.  To nie tylko świetne kompozycje, ale powalające brzmienie, idealne zgranie poszczególnych muzyków i rewelacyjna perkusja. Danny Carey pokazał, że jest jednym z najlepszych bębniarzy na świecie.

Krótko o… serialach cz. 11

Dziś o dwóch niezwykłych miniserialach, produkcjach z góry zamkniętych, które nie będą miały swojej kontynuacji, bo opowiadają historie prawdziwe, które zostały już dawno zakończone.

Na cały głos

Historia Rogera Ailes’a, twórcy kanału informacyjnego Fox News, który zmienił sposób działania mediów nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także na całym świecie, przekształcając je w ogromną machinę propagandową. To właśnie dzięki niemu media za miast podawać informacje i ewentualnie je komentować, zaczęły nimi manipulować. Krzykliwe nagłówki, wyrwane z kontekstu zdania, bezpodstawne oskarżenia, to wszystko Ailes przeniósł z prasy brukowej do telewizji. To opowieść o człowieku z kompleksem boga, który uważa, że liczy się tylko jego spostrzeganie świata, a dzięki machinie medialnej, której szefował, zaczął narzucać swoją wizję innym. To, że świat stał się tak dziwnym, nieprzewidywalnym, pełnym agresji miejscem w dużej mierze właśnie jemu zawdzięczamy. W końcu to on bardzo mocno przyczynił się do zwycięstwa Trumpa w 2016 roku. Na cały głos, to serial świetnie zrealizowany, ale przede wszystkim to rewelacyjny Russell Crowe, który wcielił się w Rogera Ailes’a.

 

Czarnobyl

33 lat temu w Czarnobylu doszło do eksplozji jednego z reaktorów. Sam pamiętam paskudny płyn, który musieliśmy pić w szkle, kiedy już prawda o katastrofie wyszła na jaw. Ogromne koszty, które musiał ponieść ZSRR przyczyniły się także do pogorszenia się sytuacji gospodarcze komunistycznego molocha i były jedną z kilku przyczyn jego ostatecznego upadku. Próbą rekonstrukcji tego wydarzenia jest serial HBO, Czarnobyl. I jest to próba bardzo udana. Realia państwa komunistycznego tamtej epoki, zostały bardzo dobrze i szczegółowo odtworzone. Chwilami miałem upiorne wrażenie, że cofnąłem się w czasie. Twórcy serialu pokazali nie tylko samą katastrofę, wyjaśniając co takiego tam się wydarzało, ale także heroiczną walkę kilkuset tysięcy ludzi, którzy starali się nie dopuścić do kolejnego wybuchu, a później zabezpieczyć teren elektrowni. No i jeszcze jedno, to film o walce o prawdę w realiach państwa totalitarnego, które próbuje zataić informacje o tym co się stało i kto ponosi za to odpowiedzialność.

I była tylko jedna rzecz, która nieco mnie zirytowała. Kilkakrotnie podkreślono jak wadliwa była technologia radziecka, jednocześnie mówiąc o tym, że na Zachodzie do czegoś takiego nie mogłoby dojść, co nie jest prawdą. Zachód miał nieco więcej szczęścia i żaden z licznych wypadków, które miały tam miejsce nie miał takiej skali. Przynajmniej do czasów Fukishimy w 2011 r.

Krótko o… płytach cz.10

Sting – My Songs

A kiedy artyście brakuje pomysłów, zaczyna wracać do przeszłości. Przynajmniej taką możliwość mają muzycy. I tak niestety robi Sting, który już od dawna nie jest w stanie w swojej twórczości dorównać temu, co stworzył przed laty. Ostatnio wypuścił My Song, płytę z piętnastoma świetnymi utworami, w odświeżonej wersji. Nowe partie wokalne, topowi producenci, ale niestety, to tylko odgrzewane kotlety. Jeśli Sting tak bardzo potrzebuje inspiracji, to mógł przynajmniej pójść drogą Boba Dylana. Poszperać w cudzej przeszłości i przerobić to co stworzył ktoś inny, na swój, niepowtarzalny sposób. No ale to wymagałoby nieco pracy, a tak Sting w łatwy sposób nabija sobie mieszek.

The Raconteurs – Help Us Stranger

Jack White ponownie zwołał ekipę, aby wspólnie pobawić się rockiem. Efektem tej „zabawy” jest świetna płyta Help Us Stranger. Zespół The Raconteurs nie dokonuje żadnej rewolucji. Mało tego nie tworzy nic specjalnie nowego, za to wspaniale nawiązuje do tego, co już w tej muzyce było. Każdy z członków zespołu jest wyśmienitym muzykiem, chociaż i tak na plan pierwszy wysuwają się pomysły White,a. To płyta, która będzie cieszyć każdego miłośnika rock, bo jest to rock w najczystszej postaci. Bez udziwnień, bez ściemy, wypływający gdzieś tam z samego serca.

Ludovico Einaudi – Seven Days Walking

Seven Days Walking to niezwykły projekt włoskiego pianisty i kompozytora Ludvico Einaudi. Postanowił on skomponować i nagrać siedem płyt, z których każda kolejna wychodzi w miesięcznych odstępach (została jeszcze jedna). Przepiękny, hipnotyzujący fortepian, z dodatkiem skrzypiec, altówki i wiolonczeli. Muzyka wspaniała, w sam raz, jeśli chcemy oderwać się nieco od rzeczywistości. To muzyka subtelna, ale pełna emocji, która obezwładnia umysł, porywa go w zupełnie nowe rejony. Pozwala odetchnąć i zapomnieć o męczącej codzienności, przynosząc coś na kształt oczyszczenia, a może raczej pokrzepienia.

1000 razy Rage Against The Machine oraz 10 lat bloga

7 lipca we Frankfurcie odbył się dosyć niezwykły koncert z udziałem 1000 muzyków. Patrząc na klip, można stwierdzić jedno, wykonawcy świetnie się przy tym bawili

Właśnie dzisiaj mija 10 lat od mojego pierwszego wpisu na blogu. W końcu sierpnia 2009 roku poczułem chęć dzielenia się ze światem moim nań spojrzeniem i ku mojemu zdziwieniu wytrwałem aż do dzisiaj.