Paździerze 2019 cz.1

Koniec roku, nadszedł więc czas na podsumowania, czyli wyróżnienie Paździerzami (nagrodami, które nie istnieją) rzeczy, które w jakiś specjalny sposób mnie ujęły. Kolejność jest tutaj zupełnie przypadkowa. Każda z książek, płyt, każdy wymieniony serial czy film są dla mnie tak samo ważne. I jeszcze jedno, jestem zwyczajnym zjadaczem kultury a nie jakimś wielkim znawcom, więc mój wybór należy traktować całkowicie subiektywnie. To są po prostu rzeczy, które gorąco każdemu polecam.

Książki

Łukasz Orbitowski, Kult

Leszek Herman, Sedinum oraz Latarnia Umarłych

Edyta Żymła, Zdradzeni

Mary Winifred Beard, SPQR. Historia starożytnego Rzymu oraz Partenon

Małgorzata Rejmer, Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii‎

Eric Hobsbawm, Wiek skrajności. Spojrzenie na Krótkie Dwudzieste Stulecie

Bożenia Fabiani, Gawędy o sztuce XIII-XV wiek

Marta Guzowska, Ślepy archeolog

Tom Phillips, Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Craig Russell, Czynnik diabła

Szczepan Twardoch, Królestwo

Filmy

Avengers: Koniec gry

Jocker

Vice

Green Book

Spider-Man Uniwersum

Historia małżeństwa

Seriale

Na cały głos

Rosyjska Laleczka – sezon 1

Czarnobyl

Peaky Blinders – sezon 5

BoJack Horseman

Billions – sezon 4

Legion – sezon 2

Wiedźmin – sezon 1

Ty – sezon 2

Dolina krzemowa – sezon 6

c.d.n.

Jak ten czas pędzi

Jak ten czas pędzi! Oto rok 2019 na 12 zdjęciach. Nie są to moje najlepsze zdjęcia, ani nawet najciekawsze, ale każde, mocno związane z jednym z dwunastu ostatnich miesięcy.

Krótko o… książkach cz. 19

Souad Mekhennet, Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu

Jak to się dzieje, że ludzie, często urodzeni i wychowani na Zachodzie, na wskroś przesiąknięci naszym stylem życia, zaczynają nagle zabijać w imię dżihadu? Na to pytanie w swojej książce, próbuje odpowiedzieć Souad Mekhennet, niemiecka dziennikarka o marokańsko-tureckich korzeniach. Ma wielki upór w dochodzeniu do prawdy, a dzięki swojemu pochodzeniu udaje jej się spotkać i porozmawiać z osobami, do których nie dotrze nigdy żaden zachodni dziennikarz. Souad Mekhennet stara się pokazać to co dzieje się na Bliskim Wschodzie z zupełnie innej strony, próbując dociec, jakie są korzenie dżihadowego szaleństwa. I chociaż sama jest muzułmanką, wciąż nie może zrozumieć, dlaczego ktoś czemuś takiemu daje się porwać, doprowadzając do cierpienia innych ludzi. Przy okazji bardzo krytycznie pisze o zachodnich demokracjach, które od czasu wspierania mudżahedinów walczących w Afganistanie z sowiecką inwazją, podarowali im potężne narzędzia, które później zostały użyte przeciwko Zachodowi. Powiedzieli, żebym przyszła sama to bardzo wciągająca książka, w sam raz na długie, zimowe wieczory.

Ahmed Saadawi, Frankenstein w Bagdadzie

To nie reportaż, ale po części opowiada o tym samym co Powiedzieli, żebym przyszła sama, czyli pokazuje piekło, które dzieje się na Bliskim Wschodzie od drugiej strony. Dobrze znamy obrazki z Iraku które pojawiły się w mediach po inwazji na ten kraj Stanów Zjednoczonych i sojuszników. Konwoje wojsk koalicji, czający się na nich zamachowcy, zdenerwowani żołnierze i obserwujący ich nieprzyjaźni ludzie. Frankenstein w Bagdadzie pokazuje jednak to, jak wyglądało życie zwykłych Irakijczyków po obaleniu Saddama. Brak prądu i wody, korupcja, wpadający nagle do domów żołnierze, miny pułapki, z tym musieli żyć mieszkańcy Iraku od 2003 r. Książka ta, to także doskonała opowieść o zemście i nie kończącej się spirali przemocy. Ale jest to także powieść dość dziwna, czasami wręcz groteskowa i abstrakcyjna. Jednak to wszystko tworzy doskonałą całość, która sprawia, że Frankenstein w Bagdadzie jest taka dobra.

Krótko o… płytach cz. 14

Lindemann – F & M

Najpierw w maju wyszła nowa, świetna płyta Rammsteina, a pod koniec listopada ukazał się krążek projektu firmowanego nazwizkiem wokalisty niemieckiego bandu, Lindemann zatytułowany F & M. Wydana cztery lata temu płyta spółki Lindemann – Tägtgrena, jakoś nie specjalnie przypadła mi do gustu. Lindemann śpiewający po angielsku to jednak nie to. No i muzycznie, te utwory były znacznie słabsze niż dokonania Rammstein czy Pain. Na F&M powrócił jednak do swojego rodzinnego języka i chociaż płyta nie jest najgorsza, to kiedy jej słuchałem miałem wrażenie, że to jakiś słabszy Rammstein. Lindemann ma tak charakterystyczny sposób śpiewania, że musiałby całkowicie odejść od stylistyki swojej macierzystej kapeli, aby nie być z nią kojarzony. Mimo wszystko, warto posłuchać.

Year of the Cobra – Ash and Dust

Pochodzą ze Seattle i w dwójkę tworzą niezwykły zespół. Ona, Amy Tung Barrysmith, gra na basie, on, Johanes Barrysmith na perkusji. I to wszystko. Ale nie trzeba nic więcej. Są świetni. Ich muzyka jest ciężka, chwilami wręcz przytłaczająca, ale też wspaniała w swojej prostocie. Oboje są świetnymi muzykami, którzy swoimi dźwiękami są w stanie całkowicie zapanować nad przestrzenią. No i do tego jeszcze wokal Amy, który doskonałym uzupełnieniem stworzonej przez nich muzyki. Ash and Dust to z pewnością jedna z najciekawszych płyt tego roku i jedno z moich najważniejszych odkryć.

Leonard Cohen – Thanks for the Dance

3 listopada minęły trzy lata od śmierci tego wybitnego artysty, a tu tak niespodzianka. W zeszłym tygodniu ukazała się jego najnowsza płyta Thanks for the Dance. Nie przepadam za grzebaniem w odpadkach tylko po to, żeby móc nieco zarobić. Zresztą Cohen niewiele tego pozostawił i materiału starczyło zaledwie na 29 minut. Płyta została bardzo dobrze przyjęta przez krytyków, ja jednak pozwolę sobie nie zgodzić się z tymi opiniami. You Want It Darker była płytą wspaniałą, którą artysta pożegnał się z nami pozostawiając coś wyjątkowego. Thanks for the Dance, przynajmniej dla mnie była męcząca. Cohen deklamuje swoje wiersze, do których dołączona bardzo delikatne tło muzyczne, które niestety nie wydobywa z tych utworów drzemiącej w nich wielkiej siły.

A może to ja się mylę?

Krótko o… książkach cz. 18

Marek Krajewski, Golem

Marek Krajewski w tym roku przygotował dwie książki. Wiosną ukazała się całkiem udana Dziewczyna o czterech palcach (cykl o Popielskim), a kilka tygodni temu Goliat (cykl o Mocku). I tym razem autor jednak nie podołał. Książka jest wyjątkowo nie ciekawa. Jak dotąd, jeszcze żadna opowieść o Mocku nie była tak słaba. Odnosi się wrażenie, że została napisana zbyt szybko, tak jakby trzeba było coś szybko napisać i w ten sposób powstał Golem, potwór ulepiony naprędce z gliny. Krajewski postanowił totalnie przemaglować swojego bohatera. Upokarza go, totalnie upodla i niemal unicestwia. Czyżby autor upatrywał jakąś psychopatyczną radość w niszczeniu swojej postaci? Nie wiem czemu to wszystko miało służyć? Nie ma to żadnego związku z wcześniejszymi książkami, które opisywały późniejsze wydarzenia z życia tego bohatera. Coś takiego wywarłoby głęboką rysę na każdym, a nigdy nie było o tym mowy. I chociaż akcja książki, wciąż toczy się we Wrocławiu (Breslau), to miałem wrażenie, że niewiele jest tutaj tego wspaniałego miasta. Czuję wielkie rozczarowanie, bo kryminalny cykl o Mocku, należał do moich ulubionych.

Szczepan Twardoch, Królestwo

Po sukcesie Króla, Twardoch postanowił iść za ciosem i napisał kontynuację historii Jakuba Szapiro. Tym razem akcja powieści toczy się podczas wojny, a Szapirę obserwujemy oczami jego syna Dawida oraz kochanki Rywki. Co się stanie, kiedy król straci swoje królestwo? To opowieść o upadku, beznadziei i śmierci człowieczeństwa. Tu silnymi są ci, którzy wydawali się słabi, w przeciwieństwie do tych potężnych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z utratą pozycji. Twardoch po raz kolejny pokazuje okrucieństwo i bezsens wojny. Jednak najbardziej wstrząsający w tej książce jest pesymizm. Ciężko jest się pozbierać po tej lekturze. I jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że Twardocha można uznać, za jednego z najważniejszych, współczesnych pisarzy, Królestwo jest kontynuacją świetnego Króla, ale jednocześnie odnosi się wrażenie, że to już zupełnie inna opowieść. Mróz czegoś takiego nie potrafi.