Krótko o… płytach cz.13

New Model Army – From Here

To z pewnością jedna z najlepszych płyt tego roku. Gdyby ktoś, nieznający muzyki rockowej, poprosił mnie o to żeby polecić mu jedną płytę, dzięki której mógłby zrozumieć czym jest ten gatunek muzyki, to spokojnie mógłbym mu wskazać From Here.  Bo rock to bunt, sprzeciw wobec zastanego świata, muzyka, która powinna tworzyć pęknięcie w sercu i zmuszać umysł do przewartościowania zastanej wiedzy. I właśnie to można odnaleźć w utworach z tej płyty. A trzeba jeszcze dodać do tego przejmujący wokal Justina Sullivana. Niesamowite jest to, że po 40 latach na scenie, można nagrać jeden z najlepszych krążków w swojej karierze. No i okładka, jest po prostu świetna.

Iggy Pop – Free

Free to płyta muzycznie dość wyważona, pełna melancholii, niemal filozoficznych tekstów, które najczęściej są przez Iggy’iego recytowane, wyszeptywane lub wymrukiwane. Płyta spokojna, a jednak wzbudzająca niepokój. Free to jeden z tych albumów, który nie kosi umysłu przy pierwszym przesłuchaniu, za to smakuje coraz lepiej z każdym kolejnym.

The HU – The Gereg

Kiedy kilka miesięcy temu usłyszałem Yuve Yuve Yu mongolskiego zespołu The Hu opadła mi szczęka. Lubię klimaty metalowo etniczne, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie słyszałem. Połączenie tradycyjnej muzyki rodem z Mongolii z mocnymi, gitarowymi dźwiękami, wyszło naprawdę świetnie. A do tego ten niesamowity wokal. Na The Gereg mamy muzykę, która jest świeża i bardzo ciekawa. The Hu sprawił, że zacząłem poszukiwać zespołów pochodzących z Azji, grających mocną muzę i przyznać muszę, że stało się to niezwykłą i bardzo ciekawą muzyczną przygodą.

Bluesowe święto

W ostatnią sobotę miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w bluesowym święcie, jakim jest Rawa Blues Festival. To była prawdziwa, muzyczna uczta. Wśród wykonawców znaleźli się, The Daniel Castro Band klasyczny, piękny gitarowy blues. Danie Castro grał niemal magicznie. Chociaż największe wrażenie zrobił na mnie Victor Wainwright & The Train. To była prawdziwa petarda! Victor Wainwright szalał na scenie. To gejzer pozytywnej energii. To było coś niesamowitego. Kiedy później  na scenę wyszli najbardziej doświadczeni James Blood Ulmer Memphis Blood Blues Band feat. Vernon Reid, niestety pomimo wielkich umiejętności i doświadczenie, nie potrafili przebić się przez to, co stworzył Victor z kolegami. A na koniec wystąpiła, młodziutka, zaledwie 21 letnia Hannah Wicklund and The Steppin’ Stones. Dziewczyna pięknie śpiewała, nieźle wymiatała na gitarze, ale jakoś jej kompozycje mnie nie porwały. Niby fajne, bardziej rockowe niż bluesowe granie, ale w wolniejszych utworach, przynajmniej dla, było zbyt popowo. Bardzo cieszę się z tego, że wybraliśmy się na Rawę, to było bardzo pozytywne i przyjemne doświadczenie.

Nobel dla Olgi Tokarczuk

źródło: wikipedia

Pani Olgo gratuluję, ale przed wszystkim dziękuję. W końcu mogłem poczuć się dumny z tego, że mieszkam w Polsce. To wspaniałe, że w kraju „nosaczy”, gdzie szczytem mody są klapki i dresy, w kraju agresji i prostactwa, kraju którego przeszło 60% mieszkańców, nie sięga po żadną książkę, a słownik ograniczył się do zaledwie kilku słów zaczynających się na chu.., ku.. itp., powstają tak niezwykłe opowieści, które zostały docenione na świecie. Kiedy kilka godzin temu usłyszałem, że została Pani wyróżniona Noblem, poczułem się bardzo szczęśliwy. Jeszcze raz dziękuję!!!

Motyle wspomnienia

Za oknem szaro, deszczowo i chłodno. A jeszcze nie tak dawno, narzekałem na upał. Cóż, taka natura człowiecza, której ni jak nie dogodzisz. Na szczęście są zdjęcia, które przypominają jak było jeszcze dwa tygodnie temu, kiedy to w pewnym ogrodzie obserwowałem wygrzewające się w słońcu motyle z gatunku Vanessa atalanta (po naszemu rusałka admirał). Kiedy patrzę na te fotki od razu na serduchu robi mi się jakoś cieplej, powraca lato i dobry humor.

Krótko o… płytach cz. 12

W środę kurier przywiózł mi niewielką paczkę, w której znajdowała się świeżutka, właściwie gorąca, jeszcze przedpremierowa płyta PIDŻAMY PORNO, Sprzedawca Jutra. Od kiedy przerzuciłem się na streaming, rzadko kupuję płyty, ale tym razem nie potrafiłem się powstrzymać i musiałem zamówić Sprzedawcę. W przesyłce znajdowało się przyjemne, chociaż patrząc na grafikę, lekko niepokojące, kartonowe pudełko z autografami muzyków, a w nim krążek z ich muzyką, na którą czekałem 15 lat. Dwanaście utworów, które można krótko opisać, jako 100% PIDŻAMY PORNO. W ostatnich czasach projekt Grabaża, Strachy na Lachy, stał się dość męczący. Brakowało przede wszystkim prostego, punkowego grania. Chyba miałem jednak zbyt duże oczekiwania wobec tej płyty, ale PIDŻAMA to kapela, która kiedyś uratowała mi życie. Pierwsze trzy utwory są właściwie tym na co czekałem (zwłaszcza Hokejowy Zamek, jak usłyszałem pierwszy raz, to miałem wrażenie, że Grabaż zajrzał mi do głowy i postanowił to wyśpiewać). Później jednak jest jakby słabiej. Chociaż kolejne kawałki są muzycznymi cytatami z dokonań PIDŻAMY to odniosłam wrażenie, że nagle przestało być ciekawie, zwłaszcza przy Sądzie Ostatecznym. Jednak dwa ostatnie utwory, to znów stara, dobra, momentami dość mocna PIDŻAMA. Ale, jak się okazuje, sam zespól miał spory problem z tworzeniem tej płyty, Grabaż przyznał, że „Nie wychodziło nam, nagraliśmy materiał, ale nie wiedzieliśmy, jak go sensownie złożyć.” I takie właśnie miałem wrażenie, po pierwszym przesłuchaniu Sprzedawcy. Jednak z każdą kolejną minutą obcowania z tą muzyką, podoba mi się coraz bardziej. I chociaż ten krążek nie porwał mnie tak jak Bułgarskie Centrum, to z pewnością Sprzedawca Jutra, będzie jednym z ważniejszych płyt w tym raku.