Miesiąc: Lipiec 2016

W Krainie Trzmiela

Kiedy dwa dni temu wybrałem się na Górę św. Anny, na jednej z tamtejszych łąk zaskoczyło mnie donośne bzyczenie. Gdy się rozejrzałem, spostrzegłem setki trzmieli, które właśnie tam się wypasały, obejmując we władanie wygasły wulkan, który stał się trzmielowiskiem, Krainą Trzmiela.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A na pożegnanie tylko Krew i Wino

Kilka dni temu przyszło mi się pożegnać z Wiedźminem. I przyznać muszę, że było to bolesne rozstanie. No bo co z tego, że Krew i Wino oferuje około 30 godzin gry, jeśli ma stanowić nieodwołalnie koniec gier związanych z Geraltem z Rivii. Przyznać jednak trzeba, że CD Project Red, w prawdziwie mistrzowski sposób kończy swoją elektroniczną sagę. Krew i Wino, jest właściwie osobna grą. To zupełnie nowa lokacja, kraina Toussaint, która jest niemal idyllicznym miejsce, pełnym pięknych kobiet, zapierających dech w piersi krajobrazów, słońca i wina. Ale jak się okazuje nie tylko. W rajskiej krainie dochodzi do zbrodni i to właśnie my, wcielając się w wiedźmina, będziemy musieli rozwikłać straszliwą tajemnicę, przy okazji zabijając liczną zgraję potworów i ludzi. Zdarzą się także zadania z pozoru łatwiejsze, ale walka z bankową biurokracją może być równie ciężka jak ubicie bruksy. A przy okazji Geralt otrzymał w końcu swoje własne miejsce na ziemi w postaci urokliwego dworku z winnicą. Tam może odłożyć miecze i chociaż na chwilę odpocząć aby nabrać sił przed kolejnym zadaniem. Gra jest tak pochłaniająca, że te 30 godzin zmienia się w krótka chwilę i nagle okazuje się, że gra skończona.

Ciekawe ile minie czasu, za nim ponownie zagłębię się w świecie Białego Wilka? Po tak udanej produkcji, trudno będzie mnie zadowolić, bo gry w których wypełnia się wciąż te same zadanie, polegające na zarąbaniu jak największej liczby przeciwników, będą teraz po prostu straszliwie nudne. Mam nadzieję, że seria Wiedźmin wyznaczy nowy trend i już niedługo, pojawią się kolejne produkcje, które w podobny sposób będą potrafiły zawładnąć umysłem.

 


Powrót nad Wełtawę

Są miejsca, w których czujemy się wyjątkowo dobrze, miejsca, do których chcemy wracać, bo czujemy, że do nich przynależymy. Dla mnie, jednym z takich miejsc jest Praga, do której po sześcioletniej przerwie udało nam się ponownie zawitać. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy zjawiać się tutaj co roku, ale jakoś nie wyszło. W tym roku jednak nie odpuściliśmy, zamówiłem transport, wynająłem pokój i kiedy tylko zaczęliśmy urlop, ruszyliśmy do grodu nad Wełtawą. To był wspaniały tydzień. Uwielbiam wracać do miejsc, które znam i które wywołują we mnie pozytywne uczucia. Kiedy to, przechadzając się ulicami jakiegoś miasta, mam wrażenie, że jestem u siebie. A Praga właśnie to oferuje. Podczas jednego wyjazdu, nie da się poznać tego niezwykłego miasta. Nawet kilka wypraw to zbyt mało. Tutaj wciąż odkrywa się coś nowego. Trzeba tylko zejść z turystycznych szlaków i zagubić w praskich uliczkach, podziwiając niesamowite przykłady secesyjnej i modernistycznej architektury. To w cale nie oznacza, że darowaliśmy sobie tradycyjne atrakcje, takie jak Rynek i okoliczne uliczki, Most Karola, czy dzielnicę Malá Strana, jednak na Hradczany już się nie przebijaliśmy. Natłok turystów jest mocno zniechęcający. Ale wystarczy czasem przejść jedną przecznicę, by międzynarodowy tłum się ulotnił. A miejsca takie jak Nowe Miasto, Smichov, czy Žižkov w niczym nie ustępują ścisłemu centrum czeskiej stolicy. Za to liczne i spokojne skwery oraz parki, pozwalają w pełni nacieszyć się tym niezwykłym miastem. I jeszcze jedno, co bardzo  podoba mi się w Pradze, to miasto nie ma zadęcia, nie jest to typowe miejsce przeznaczone dla turystów z wypielęgnowaną trawką i świeżo odmalowanymi, równiutkimi tynkami. Tutaj wiele rzeczy jest zaniedbanych, ale jednocześnie pełnych nieodpartego uroku. Chciałbym móc wrócić tu kiedyś poza sezonem turystycznym. Posiedzieć w którejś z muzycznych knajpek, poczuć to miasto podczas jesiennej słoty, zobaczyć zamarzającą Wełtawę. A może by tam zamieszkać? To jedna jest raczej niemożliwe, za duże ryzyko, by tak nagle wszystko rzucić i dać się porwać nieznanemu. Jedno jest pewne, do Pragi wrócę jeszcze nieraz, bo w tym mieście znajduje się cząstka mnie.