Dzień: 29 listopada 2014

Filmy, które nigdy nie powinny powstać cz. 7

Dawniej marka Arnold Schwarzenegger oznaczała, że czeka nas kawał dobrego kina sensacyjnego. Niestety, od kiedy Arnie powrócił z nieprzymusowej odsiadki w polityce, filmy z jego udziałem są coraz gorsze. Tak właśnie jest z filmem „Sabotaż”, historią elitarnej jednostki do walki z narkotykami, której dowódcę gra Schwarzenegger. Film dość brutalny i najgorsze jest to, że brutalność ta niczemu nie służy. „Sabotaż” to nie tylko kiepski scenariusz i słabiutka reżyseria, ale przede wszystkim wyjątkowo kiepska, wręcz drewniana gra głównego bohatera (John „Breacher” Wharton, w którego wcielił się Arnold Schwarzenegger). „Sabotaż”, to najlepszy przykład na to. Że do pewnych rzeczy nie powinno się powracać, a jeśli już, to trzeba bardzo poważnie przemyśleć, jak to zrobić, by nie niszczyło to wypracowanej wcześniej pozycji. Jakby tego było mało, film został dość kiepsko zrealizowany, naprawdę fatalny montaż. Reżyser David Ayer, kreowany jest na prawdziwą gwiazdę współczesnego kina akcji, ale mam wrażenie, że jego główny patent polega jedynie na dużej liczbie brutalnych scen, wybuchów, jednak w warstwie fabularnej, film został kompletnie położony.

Jesteśmy coraz bliżej stworzenia sztucznej inteligencji, dzięki czemu przestaniemy być jedynymi inteligentnymi istotami na planecie Ziemia. Jednak możliwości, jakie miałaby taka sztuczna inteligencja przewyższałyby zdolności zwykłego człowieka. A co z uczuciami, empatią i całą masą uczuć oraz ukształtowaną przez tysiąclecia etyką? A gdyby, do takiego superkomputera przenieść świadomość człowieka? Gdyby zachował całą wiedzę, pamięć i uczucia konkretnej osoby? Czy byłby to jeszcze człowiek, czy może już tylko bardziej skomplikowana maszyna? Ten fascynujący temat postanowili poruszyć twórcy filmu „Transcendencja”. Operator filmów Nolana, Wally Pfister postanowił zostać reżyserem, ale zabrakło mu narracyjnej pomyślności i sprawności swojego kolegi. Miał być poważny, film o czymś, no i w sumie jest, ale, no właśnie, ale. Film pomimo świetnego tematu i zatrudnienia Johnny’ego Deppa i Morgana Freeman’a, jest po prostu nużący i naprawdę bardzo trudno jest dotrwać do jego końca. Postacie są płytkie, sytuacje, w których reżyser stawia swoich bohaterów, mało wiarygodne i chyba tylko strona wizualna, sprawia, że film ten da się oglądać.

Marka Bruce Willis, od jakiegoś już czasu nie jest gwarancją udanego filmu. A „Książę” jest chyba najgorszym, w jakim aktorowi przyszło zagrać. To straszliwe filmidło, swoim nazwiskiem firmuje także John Cusack. Nie wiem, czy to za sprawą pieniędzy, czy też po prostu panowie nie otrzymują już lepszych propozycji, bo film ten jest wyjątkowo nieudany. Pomysł zerżnięty z „Uprowadzonej”, ale niestety, nie dodano tutaj nic nowego. Mamy tylko bezsensowne mordobicie, które po jakiś 20 minutach przestaje interesować. Cały film jest dość schematyczny i z powodzeniem jesteśmy w stanie przewidzieć następujące po sobie sceny. Film próbuje nawiązać do kina akcji z lat 80-tych, ale zabrakło przede wszystkim przekonywującego głównego bohatera. Jason Patric, kompletnie się tutaj nie sprawdził. Przez takie niedopracowane dziełka, gatunek będzie wciąż straszył, jak świeżo wykopane zwłoki.