Miesiąc: Grudzień 2014

Paździerze 2014 cz. 2

Muzyka

Rok 2014 jeśli chodzi o muzykę był dla mnie bardzo ciekawy, a to za sprawą dwóch rzeczy. Po pierwsze dzięki portalowi Deezer, za pośrednictwem, którego mogłem posłuchać przeszło 170 nowych płyt. Równie ważna była także wymiana sprzętu grającego, co umożliwiło mi poznać nawet stare albumy, z zupełnie innej, jeszcze lepszej strony.

Moim największym odkryciem muzycznym 2014 roku jest niemiecki zespół Van Canto. Metal a capella to pomysł może i ryzykowny, ale jednocześnie także genialny. Przynajmniej genialnie brzmi to w wykonaniu tej formacji. I chociaż ich płyty to zbiory coverów, ale niejednokrotnie brzmią one lepiej, a przynajmniej ciekawiej niż oryginały.


Nie zawiedli starzy wyjadacze. Naprawdę świetną płytę wydał Bruce Springsteen „High Hopes” to dowód na to, że muzyka rockowa jest jak dobra whisky, czas dodaje jej tylko szlachetności i smaku. Podobnie jest z najnowszą płytą AC/DC („Rock or Bust”), która pokazuje, że są na tym świecie rzeczy stałe, które nigdy się zmieniają i niech już tak pozostanie.


Świetną płytę wydał także nasz Vader, który krążkiem „Tibi Et Igni”, potwierdził swoją przynależność do pierwszej ligi death metalowego grania. No i nie mogę zapominać o niedawno wydanej „Pandemonium” Cavalera Conspiracy, która pokazuje ogromna siłę braterskiego grania.

Inne płyty, które zwróciły moją uwagę w 2014 roku na Diabolus In Musica

Paździerze specjalne

Specjalny Paździerz należy się z pewnością niesporczakowi. Niewielkiemu stworzonku, o którym pisałem nie tak dawno, a z którego istnienia nawet nie zdawałem sobie sprawy. To prawdziwy majstersztyk ewolucji. Za siłę, niezwykłe właściwości, za to, że wodny miś w ogóle istnieje.

Paździerz także dla ludzi, dzięki którym funkcjonują nyskie forty. Już od jakiegoś czasu szykuję się do dłuższego wpisu na ten temat, ale puki co tylko kilka słów pochwały. Determinacja i pomysłowość tych kilku fascynatów, którzy poświęcają swój czas, aby krzewić wiedzę o przeszłości, sprawiła, że stare fortyfikacja powoli zaczynają ożywać. Na szczęście podobnych inicjatyw w naszym kraju jest coraz więcej, a pamiętać przecież należy, że mamy się czym chwalić.

No i na koniec wyróżnienie całkiem świeże, bo dotyczy planszowej gry „Wiedźmin”. W necie wiele osób mocno krytykuje ten pomysł, a przynajmniej jego realizację, mi z kolei gra ta dostarczyła wiele godzin świetnej zabawy podczas niedawnych świąt, no i skłoniła aby powrócić do wersji cyfrowej gry. Już nie mogę doczekać się jej trzeciej odsłony, której premiera została niestety ponownie przesunięta o kolejne trzy miesiące.


Antypaździerz

A na koniec rozczarowanie roku. Rzeczy beznadziejnych było wiele, ale jest jedna, którą mógłbym nazwać największym rozczarowaniem 2014. Jest to zamknięcie serialu „Jak poznałem waszą matkę”. Sezon 9 jednego z moich ulubionych seriali komediowych jest nawet gorszy od ostatniej serii „Przyjaciół” , która była wyjątkowo kiepska. Na 24 odcinki składające się na ten sezon, nie więcej niż dwa były znośne. Pojawiło się w tym czasie może kilkanaście śmiesznych gagów, a poza tym nuda i żenada. No i to zakończenie, Ted Mozby to fujara! W Ameryce nad takimi produkcjami pracuje cały sztab specjalistów, więc tym bardziej trudno jest mi zrozumieć, jak można było aż tak zepsuć serial. Zwłaszcza, że przez osiem lat (a przynajmniej 7), wychodziło to świetnie. Jeśli kiedykolwiek wrócę do tego serialu, a pewnie tak będzie, ominę sezon finałowy, bo odpowiednie zakończenie to prawdziwa sztuka.

Mam nadzieję, że rok 2015 będzie przynajmniej tak samo ciekawy jak ten, który właśnie się kończy. Szykuje się kilka ciekawych serialowych kontynuacji, a i książek kilka wciąż nie przeczytanych na mnie czeka.

Paździerze 2014 cz. 1

Kończy się rok, więc nadszedł czas na to, aby wyróżnić nagrodą „Złotego Paździerza” te rzeczy, które najmocniej w przeciągu ostatnich 12 miesięcy na mnie wpłynęły. Paździerze to nagrody jak najbardziej subiektywne, stanowią tylko i wyłącznie moje, podsumowanie roku, więc można się z moim wyborem nie zgodzić. Dla mnie tych kilka filmów, książek i płyt okazało się bardzo ważnych, wywołując przynajmniej na chwilę burzę w moim umyśle, albo przynajmniej sprawiając mi sporą przyjemność.

FILMY I SERIALE

Niewiele było fabuł, które by mnie w jakiś sposób poruszyło, za to pojawiło się kilka seriali, które mnie powaliło. Zacznę jednak od tych kilku filmów, których obejrzenie uważam za ważne. Moją uwagę zwróciły takie tytuły jak, potwierdzający geniusz Scorsese „Wilk z Wall Street” i chociaż DiCaprio był tu naprawdę dobry, to ja i tak najbardziej pamiętam postać graną przez Jonah Hilla.

Na wyróżnienie z pewnością zasługuje także mocny  „Witaj w klubie” z genialną kreacją Matthew McConaughey’a, który tą kreacją solidnie zapracował sobie na Oscara.


Może i fabuł, które by mnie bardziej zainteresowały było niewiele, za to seriali, wręcz przeciwnie. Rok zaczął się od dawna wyczekiwanymzjawiskowym, trzecim już sezonem „Sherlocka”. Już samo uwspółcześnienie opowieści o genialnym, acz aspołecznym angielskim detektywie było świetnym pomysłem, ale duet, który stworzyli Benedict Cumberbatch (Sherlock Holmes) i Martin Freeman (doktor Watson) jest doskonały. Szkoda tylko, że w sezonie powstają jedynie trzy odcinki, a nie wiadomo jak długo będzie trzeba czekać na kolejne, które jak wieść niesie mają zacząć powstawać dopiero na początku przyszłego roku.


Wśród brytyjskich seriali na wyróżnienie zasługuje także „Luther”, ukazujący nieco mroczniejsze oblicze angielskiej stolicy. Błyskotliwy, mroczny i niesamowicie wciągający, głownie za sprawą Idrisa Elby, który stworzył bardzo mocną postać. To nawet nie tyle serialowi, co właśnie jemu należy się Paździerz.


Prawdziwym zaskoczeniem w tym roku były jednak nowe seriale. Jednym z nich był „Detektyw”. Mroczny, bezkompromisowy, to współczesna opowieść o walce dobra ze złem. Do tego jeszcze twórcy bardzo plastycznie pokazali amerykańską prowincję, często pomijaną w większych produkcjach.

Drugim serialem, który zwrócił moją uwagę był „Fargo”, serial który w genialny sposób łączy w sobie elementy komedii i dramatu, opowiadając do czego może prowadzić pakt z diabłem. Klimatem przypomina nieco „Twin Peaks”, chociaż bez  nadprzyrodzonych wstawek. Wielkim atutem są także role Martina Freemana i Billy Bob Thorntona.


Kolejną nowością, która zasługuje na wyróżnienie jest „Penny Dreadful”. Wiktoriański klimat i wiktoriańscy bohaterowie w jednym filmie. Dr Frankestein i jego dzieło, Drakula, czy Dorian Gray w jednym miejscu, to trzeba zobaczyć i koniecznie późnym wieczorem.


Na uwagę zasługuje także kilka seriali komediowych. Wśród nowości wyróżnia się „Dolina Krzemowa”, naprawdę zabawna opowieść o przemyśle informatycznym. W śród seriali, które najbardziej rozbawiły mnie w minionym roku, jest także „Teoria wielkiego podrywu” (całość), czy nierealizowany już niestety Rockefeller Plaza 30. Nie można także zapominać o 5 sezonie „Współczesnej rodziny”, który słusznie otrzymał Emmy, może nie tak prestiżową nagrodę jak Paździerz, ale w branży bardzo cenioną.

I jeszcze jedno szczególne wyróżnienie, które należy się serialowi „Kosmos”. To dzieło niezwykłe, bo jest to próba opowiedzenia w przystępny i zrozumiały sposób wiedzy na temat naszego świata i do tego niezwykle pięknie zrealizowane.


KSIĄŻKI

W tym roku na moją uwagę zasłużyły dwie kobiety. Pierwsza to Elżbieta Cherezińska i jej wspaniały cykl w skład którego wchodzą „Korona śniegu i krwi” oraz „Niewidzialna korona”, dzięki któremu autorka udowodniła, że historia Polski jest na tyle fascynująca, że może z powodzeniem zmierzyć się z fikcją. I szczerze mówiąc, dzięki talentowi Cherezińskiej, odnosi wielkie zwycięstwo. Trzeba jej przyznać, że od swojej pierwszej zabawy z historią poczyniła spore postępy i pomimo sporych rozmiarów jej książek, chłonie się je błyskawicznie.

Niewątpliwym odkryciem była dla mnie proza Mai Lidii Kossakowskiej. Zarówno opowieści o Abaddonie jak i cykl „Upiór południa” to bogactwo stylów, kolaże gatunków i motywów. Krwawe i mocne, czasami także tkliwe, ze wspaniałymi scenami batalistycznymi. Dla mnie Kossakowska to jedna z najlepszych polskich pisarek (i to nie tylko literatury fantastycznej).


Pozostałe książki warte przeczytania:

Filip Springer “Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”, przewodnik po brzydocie architektonicznej kraju nad Wisłą.

Zygmunt Miłoszewski – „Bezcenny”, „Ziarno prawdy”, „Gniew”

Mariusz Wollny, cykl o przygodach Kacpra Ryxa. Kryminał w czasach Polski „Złotego Wieku”. Świetny pomysł i doskonała realizacja.

George R. R. Martin, który jak się okazuje potrafi pisać całkiem dobre powieści z nurtu SF,które stanowią dość błyskotliwą analizę naszego świata, czego najlepszym przykładem są „Tuf Wędrowiec” i „Piaseczniki”

Tim Willocks  „Religia” oraz „Dwanaścioro z Paryża”, prawdziwie męskie powieści historyczne.

c.d.n.



Nocne niebo

Kiedy podczas wieczornego spaceru z Megi zdarzy się pogodna noc, przystaję na chwilę, by popatrzeć w gwiazdy. Uwielbiam widok rozgwieżdżonego nieba. Jest piękne i tajemnicze. Kosmos jest dla nas kompletnie nieosiągalny, jak na razie potrafimy jedynie oderwać się od naszej planety i co najwyżej dolecieć do Księżyca. Wobec kosmosu jesteśmy drobnym, kompletnie niezauważalnym pyłkiem. Jak tam jest? Co można tam odnaleźć? Ciekawe, jakie formy życia można tam spotkać? Jak bardzo są odmienne od naszych wyobrażeń? Czy w ogóle bylibyśmy w stanie to pojąć?

Dlatego z wielką przyjemnością obejrzałem filmik stworzony przez pochodzącego ze Szwecji Erika Wernquista, zatytułowany „Wanderers”. To autorska i bardzo sugestywna wizja ekspansji homo sapiens w Układzie Słonecznym. Wizualizacje Saturna i jego księżycy są tak świetne, że ma się wrażenie, jakby się tam było. I szkoda, że film jest taki krótki, na takie obrazki, mógłbym patrzeć całymi godzinami.




Zimowe przesilenie

Dzisiejszy dzień (i noc) jest wyjątkowy, to najkrótszy dzień w roku. W wielu kulturach, to czas prawdziwie magiczny. W końcu to przecież moment, w którym słońce zaczyna odzyskiwać swoje siły, dążąc do dominacji nad nocą. Już od jutra każdy kolejny dzień będzie dłuższy. Początkowo jeszcze niezauważalnie, ale już za kilka tygodni, odczujemy wyraźną, pozytywną zmianę. Puki, co grudzień, podobnie jak w poprzednim roku, mamy bardzo ciepły. Zima jednak potrafi zaskoczyć i zazwyczaj najbardziej daje „popalić” w styczniu i lutym, więc wszystko jeszcze przed nami. Gdyby jednak zrobiło się trochę chłodniej, i śnieg zastąpiłby błoto, z pewnością bardzo przyjemnie wędrowałoby się po lesie, który o tej porze roku potrafi zmienić się w przepiękne miejsce. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zostały już tylko trzy miesiące do wiosny.

 


Zima to ciężki czas dla zwierząt

Zima jest ciężkim okresem także dla zwierzaków. Zwłaszcza tych opuszczonych, które mieszkają w schroniskach. A pamiętać trzeba o tym, że znalazły się tam nie z własnej woli, tylko przez ludzką nieodpowiedzialność. Były nietrafionym prezentem, straciły właściciela albo człowiek, który powinien się nimi opiekować, zrobił sobie z nich emocjonalny worek treningowy, służący do walki z frustracją i własnymi słabościami. Opuszczone, żyjące w trudnych warunkach, spragnione uczucia. Nie zawsze jest możliwość by kociaka czy psa adoptować, zawsze jest jednak można pomóc. Wystarczy przejrzeć swoje rzeczy i znajdujące się gdzieś na dnie szafy czy pawlacza stare koce, zawieść do najbliższego schroniska. Kiedy przyjdą mrozy bardzo im się to przyda. Można także kupić nieco karmy. A jeśli i to byłoby zbyt trudne, istnieje jeszcze możliwość pomocy przez internet, wystarczy zdecydować się na wirtualną adopcję. Kilka tysięcy lat temu udomowiliśmy zwierzaki, mocno uzależniając je od siebie, więc powinniśmy teraz starać się pomóc tym, którym przedstawiciele naszego gatunku uczynili z życia piekło.