Dzień: 30 grudnia 2014

Paździerze 2014 cz. 1

Kończy się rok, więc nadszedł czas na to, aby wyróżnić nagrodą „Złotego Paździerza” te rzeczy, które najmocniej w przeciągu ostatnich 12 miesięcy na mnie wpłynęły. Paździerze to nagrody jak najbardziej subiektywne, stanowią tylko i wyłącznie moje, podsumowanie roku, więc można się z moim wyborem nie zgodzić. Dla mnie tych kilka filmów, książek i płyt okazało się bardzo ważnych, wywołując przynajmniej na chwilę burzę w moim umyśle, albo przynajmniej sprawiając mi sporą przyjemność.

FILMY I SERIALE

Niewiele było fabuł, które by mnie w jakiś sposób poruszyło, za to pojawiło się kilka seriali, które mnie powaliło. Zacznę jednak od tych kilku filmów, których obejrzenie uważam za ważne. Moją uwagę zwróciły takie tytuły jak, potwierdzający geniusz Scorsese „Wilk z Wall Street” i chociaż DiCaprio był tu naprawdę dobry, to ja i tak najbardziej pamiętam postać graną przez Jonah Hilla.

Na wyróżnienie z pewnością zasługuje także mocny  „Witaj w klubie” z genialną kreacją Matthew McConaughey’a, który tą kreacją solidnie zapracował sobie na Oscara.


Może i fabuł, które by mnie bardziej zainteresowały było niewiele, za to seriali, wręcz przeciwnie. Rok zaczął się od dawna wyczekiwanymzjawiskowym, trzecim już sezonem „Sherlocka”. Już samo uwspółcześnienie opowieści o genialnym, acz aspołecznym angielskim detektywie było świetnym pomysłem, ale duet, który stworzyli Benedict Cumberbatch (Sherlock Holmes) i Martin Freeman (doktor Watson) jest doskonały. Szkoda tylko, że w sezonie powstają jedynie trzy odcinki, a nie wiadomo jak długo będzie trzeba czekać na kolejne, które jak wieść niesie mają zacząć powstawać dopiero na początku przyszłego roku.


Wśród brytyjskich seriali na wyróżnienie zasługuje także „Luther”, ukazujący nieco mroczniejsze oblicze angielskiej stolicy. Błyskotliwy, mroczny i niesamowicie wciągający, głownie za sprawą Idrisa Elby, który stworzył bardzo mocną postać. To nawet nie tyle serialowi, co właśnie jemu należy się Paździerz.


Prawdziwym zaskoczeniem w tym roku były jednak nowe seriale. Jednym z nich był „Detektyw”. Mroczny, bezkompromisowy, to współczesna opowieść o walce dobra ze złem. Do tego jeszcze twórcy bardzo plastycznie pokazali amerykańską prowincję, często pomijaną w większych produkcjach.

Drugim serialem, który zwrócił moją uwagę był „Fargo”, serial który w genialny sposób łączy w sobie elementy komedii i dramatu, opowiadając do czego może prowadzić pakt z diabłem. Klimatem przypomina nieco „Twin Peaks”, chociaż bez  nadprzyrodzonych wstawek. Wielkim atutem są także role Martina Freemana i Billy Bob Thorntona.


Kolejną nowością, która zasługuje na wyróżnienie jest „Penny Dreadful”. Wiktoriański klimat i wiktoriańscy bohaterowie w jednym filmie. Dr Frankestein i jego dzieło, Drakula, czy Dorian Gray w jednym miejscu, to trzeba zobaczyć i koniecznie późnym wieczorem.


Na uwagę zasługuje także kilka seriali komediowych. Wśród nowości wyróżnia się „Dolina Krzemowa”, naprawdę zabawna opowieść o przemyśle informatycznym. W śród seriali, które najbardziej rozbawiły mnie w minionym roku, jest także „Teoria wielkiego podrywu” (całość), czy nierealizowany już niestety Rockefeller Plaza 30. Nie można także zapominać o 5 sezonie „Współczesnej rodziny”, który słusznie otrzymał Emmy, może nie tak prestiżową nagrodę jak Paździerz, ale w branży bardzo cenioną.

I jeszcze jedno szczególne wyróżnienie, które należy się serialowi „Kosmos”. To dzieło niezwykłe, bo jest to próba opowiedzenia w przystępny i zrozumiały sposób wiedzy na temat naszego świata i do tego niezwykle pięknie zrealizowane.


KSIĄŻKI

W tym roku na moją uwagę zasłużyły dwie kobiety. Pierwsza to Elżbieta Cherezińska i jej wspaniały cykl w skład którego wchodzą „Korona śniegu i krwi” oraz „Niewidzialna korona”, dzięki któremu autorka udowodniła, że historia Polski jest na tyle fascynująca, że może z powodzeniem zmierzyć się z fikcją. I szczerze mówiąc, dzięki talentowi Cherezińskiej, odnosi wielkie zwycięstwo. Trzeba jej przyznać, że od swojej pierwszej zabawy z historią poczyniła spore postępy i pomimo sporych rozmiarów jej książek, chłonie się je błyskawicznie.

Niewątpliwym odkryciem była dla mnie proza Mai Lidii Kossakowskiej. Zarówno opowieści o Abaddonie jak i cykl „Upiór południa” to bogactwo stylów, kolaże gatunków i motywów. Krwawe i mocne, czasami także tkliwe, ze wspaniałymi scenami batalistycznymi. Dla mnie Kossakowska to jedna z najlepszych polskich pisarek (i to nie tylko literatury fantastycznej).


Pozostałe książki warte przeczytania:

Filip Springer “Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”, przewodnik po brzydocie architektonicznej kraju nad Wisłą.

Zygmunt Miłoszewski – „Bezcenny”, „Ziarno prawdy”, „Gniew”

Mariusz Wollny, cykl o przygodach Kacpra Ryxa. Kryminał w czasach Polski „Złotego Wieku”. Świetny pomysł i doskonała realizacja.

George R. R. Martin, który jak się okazuje potrafi pisać całkiem dobre powieści z nurtu SF,które stanowią dość błyskotliwą analizę naszego świata, czego najlepszym przykładem są „Tuf Wędrowiec” i „Piaseczniki”

Tim Willocks  „Religia” oraz „Dwanaścioro z Paryża”, prawdziwie męskie powieści historyczne.

c.d.n.