Miesiąc: Styczeń 2015

Banksy i tolerancyjni Brytyjczycy

W angielskim mieście Clacton-on-Sea pojawił się poniższy mural, autorstwa Banksy’ego. Mural ten jest świetną ilustracją podejścia Brytyjczyków do imigrantów. Zaraz jednak pojawiła się skarga na rzekomo rasistowski wydźwięk dzieła. Przyjechała specjalna komisja, obejrzała obraz i stwierdziła, że jest on obraźliwy. Dzień później zjawili się panowie z farbą (pewnie imigranci) i mural usunęli. Kogoś bardzo to zabolało i zrobił wszystko by prawda nie kuła go w oczy.



Społeczeństwo idiotów?

Umiejętność zapisu ludzkiej myśli, to jedno z najważniejszych osiągnięć człowieka. Dzięki temu może utrwalać i przekazywać innym swoje osiągnięcia. Dzięki temu mogła powstać i rozwijać się cywilizacja.

Co dwa lata Biblioteka Narodowa, przeprowadza badanie stanu czytelnictwa w Polsce. Właśnie opublikowano raport z ostatniego badania. Jak się okazuje w porównaniu z poprzednim, czytelnictwo w naszym kraju wzrosło o 2,5%. Nie ma się jednak, z czego cieszyć, bo jak się okazuje w przeciągu ostatniego roku tylko 41,7 % Polaków, powyżej 15 roku życia, przeczytało przynajmniej jedną książkę. W większości krajów europejskich wskaźnik ten przekracza 50 %, a w Czechach sięga 86%. Zaledwie 11 % Polaków to czytający regularnie (tacy, którzy przeczytali 7 i więcej książek). Jak się okazuje aż 47,4% nie przeczytało w 2014 r. tekstu dłuższego niż trzy strony. A blisko 16 % badanych, zadeklarowało brak jakiejkolwiek książki w domu. Nawet,  jeśli pominiemy książki i prasę, to i wśród użytkowników internetu odsetek osób omijających tekst jest ogromny. Wśród osób, które korzystają z tego medium, aż 42% zadeklarowało, że w minionym roku nie korzystało ze stron prasowych ani portali z wiadomościami, a 40% w ogóle nie czytało dłuższych tekstów w sieci.

Oczywiście można zadać sobie pytanie: i co z tego? No niby nic, ale jak dotąd nie wymyślono nic, co by tak rozbudzało umiejętność myślenia. To jednak teksty pisane są najlepszym źródłem informacji.  Żadne inne medium nie wpływa, tak mocno i głęboko na naszą wyobraźnię. Jeszcze nie tak dawno czytanie było wyznacznikiem człowieka wykształconego, dziś jednak, nawet wśród ludzi z wyższym wykształceniem, odsetek nie czytających, jest zatrważająco wysoki. I kiedy elity zamieniają się w nieczytających ignorantów, nic dziwnego, że ogół społeczeństwa staje się podatny na cudzą manipulację, stając się konsumentami cudzych pomysłów, sami nic nie wnosząc. No, ale przecież głupim społeczeństwem, łatwiej jest rządzić.



300 filmów w 4 minuty

Jak obejrzeć 300 filmów. Nic prostszego, wystarczy dysponować kilkoma wolnymi minutami i prześledzić poniższy filmowy kolaż. Ważne jest jednak to, by głośno nastawić dźwięk, bo dopiero wówczas całość robi wrażenie.


 



Marsjański Robinson



W 1969 r. człowiek po raz pierwszy stanął na Księżycu (chociaż są tacy, którzy uważają, że lądowanie to zostało sfingowane). Następnym krokiem miał być Mars, jednak od grudnia 1972 roku, żaden przedstawiciel naszego gatunku, nie stanął już na jakimkolwiek obiekcie pozaziemskim. Co jakiś czas można usłyszeć o kolejnych pomysłach wyprawy na Czerwoną Planetę, ale jak na razie, od przeszło 40 lat, nikomu nie udało się powrócić na Księżyc, a ogrom kosztów i problemy, które należałoby przezwyciężyć, aby taka wyprawa mogła dojść do skutku jest tak wiele, że chyba nie prędko ktoś się tego podejmie.

Ostatnio wpadła mi w ręce książka zatytułowana „Marsjanin”, której autor Andy Weir, postanowił pokazać, co by się stało, gdyby podczas takiej misji, coś poszło nie tak. Powieść ta, to właściwie opowieść o marsjańskim Robinsonie, czyli amerykańskim astronaucie Marku Watneyu, który nieszczęśliwym zrządzeniem losu utknął na czwartej planecie, naszego układu planetarnego. Gdybym to był ja, z pewnością, podobnie zresztą większość przedstawicieli Homo Sapiens, zginąłbym tam pierwszego dnia. Na szczęście bohater książki to niezwykły nerd, który dzięki temu, że był kujonem, posiadł wiedzę z dziedziny botaniki oraz techniki, co okaże się niezbędne do przetrwania. Autor poddaje swojego zaradnego bohatera, szeregu, momentami wręcz strasznych prób. Wielką zaletą książki są dość szczegółowe wyjaśnienia rozwiązań naukowych czy technicznych, które podejmuje marsjański Robinson by przetrwać. Weir aby napisać tę książkę musiał podjąć olbrzymi wysiłek, by zgromadzić wiedzę z tak wielu dyscyplin naukowych i technicznych (biologia, fizyka, chemia, geologia, astrofizyka, informatyka, matematyka, inżynieria kosmiczna i kilka innych), a później jeszcze połączył to z wciągającą fabułą i humorem, a dzięki stworzeniu interesującego bohatera, powstała naprawdę fascynująca książka.

Interesująca jest też sama historia publikacji tej książki. Okazuje się, że wszystkie wydawnictwa, do których trafił skrypt powieści, uznały ją za mało interesującą. W końcu Andy Weir postanowił opublikować ją samodzielnie, zamieszczając jej kolejne odcinki w sieci. Okazało się, że spotkała się ona z wielkim zainteresowaniem i w końcu znalazło się wydawnictwo, które postanowiło ją wydać. Sukces książki w Stanach był naprawdę spory, a obecnie Ridley Scott, pracuje nad jej ekranizacją. „Marsjanin” to dobry przykład na to, żeby walczyć o swój, jeśli tylko uważamy, że to co stworzyliśmy jest dobre, zawsze istnieje szansa, że uda się osiągnąć sukces.



2015 ?

Kiedy, kilka dni temu zacząłem zastanawiać się nad poprzednimi 12 miesiącami, bilans wyszedł mi na plus. Bardzo tego potrzebowałem, po fatalnym 2013. Mam nadzieję, że ten nowy rok, będzie przynajmniej tak dobry jak poprzedni. Nie mam żadnych wielkich postanowień noworocznych, chciałbym jednak w końcu wcielić w życie kilka pomysłów, które od dłuższego czasu plączą mi się po głowie, ale czy to przez moje lenistwo, czy też tchórzostwo, a może z jeszcze innego powodu nie mogą doczekać realizacji. Obawiam się, że jeśli tego nie zrobię, to w końcu zaczną mi się zacierać i w efekcie zostaną zmarnowane.

Zacząłem także planować kilka wypraw, tych bardzo bliskich, i tych dalszych. W tym roku nie będzie żadnego wypadu zagranicznego, nie licząc Czech, ale tam czuję się jak w domu, więc to się nie liczy. Ale nie ma czego żałować, bo w kraju nad Wisłą, jest jeszcze wiele miejsc, które bardzo chciałbym zobaczyć i przynajmniej kilka takich, do których pragnę wrócić.

Liczę na wiele szczęśliwych chwil spędzonych wspólnie z moją Basią. Spodziewam się kolejnych odkryć muzycznych, fascynujących seriali starych i zupełnie nowych i wciągających książek. Mam także nadzieję, że uda mi się w końcu znaleźć sposób na wykorzystanie, kłębiącej się we mnie energii, z której potrafił będą stworzyć coś trwałego. Bo rok 2015 może być rokiem wyzwań, ale także czasem realizacji przynajmniej niektórych z marzeń i może także pozytywnej zmiany. Tego przynajmniej pragnę i tego też wszystkim życzę!