Miesiąc: Luty 2019

Krótko o… książkach cz. 10

Edyta Żemła, Zdradzeni

W wyniku decyzji polityków i zgodnie z zasadą „Poland first to fight”, w ostatnich latach Polska zaangażowała się w kilka bardzo poważnych misji wojskowych. Niestety, ludzie, którzy za tymi decyzjami stoją, rzadko zastanawiają się na ile nasza armia jest do takich misji przygotowana. Po prostu, pada rozkaz i chłopaki muszą jechać w jakiś odległy zakątek świata, w którym amerykańscy sojusznicy, realizują swoje cele. Co z tego, że nie dysponujemy odpowiednim sprzętem, że brak nam przygotowania wywiadowczego i znajomości terenu, nie po to co roku wydaje się przeszło 30 mld zł. na wojsko, żeby nie móc go używać? W ten sposób polscy żołnierze trafili do Iraki i Afganistanu. I właśnie kulisy polskiej misji w Afganistanie opisuje w swojej książce Zdradzeni Edyta Żemła. Książka ta, to jednak przede wszystkim fascynująca reporterska opowieść o tragedii w Nankar Khel. Autorka przedstawia historię polskich żołnierzy, których najpierw wysyła się w jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świcie, wyposażonych w wadliwy sprzęt, a później w calach walki politycznej, próbuje się tych żołnierzy zniszczyć. Myślę, że to doskonała przestroga dla tych, którym przyszłaby do głowy chęć kariery w polskiej armii, doskonale widać w tej książce jak państwo traktuje tych, którzy mu służą. Smutne.

Krótko o … filmach cz. 2

Za mną kolejna porcja filmów nominowanych do Oscara.

Faworyta

Film nominowany w aż 10 kategoriach: najlepszy film, najlepsza aktorka pierwszoplanowa, najlepsza aktorka drugoplanowa (dwie nominacje), najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oryginalny, najlepsza scenografia, najlepsze kostiumy, najlepsze zdjęcia i najlepszy montaż. Film zrealizowany ze sporym rozmachem. Bardzo ciekawa historia, zresztą jak najbardziej prawdziwa, więc była szansa na naprawdę wielki film i niewątpliwie byłoby tak gdyby nie: zdjęcia, film jest tak zrealizowany, że ciężko się go ogląda,  zwłaszcza ujęcia w formie „rybiego oka”, kolejna rzecz, muzyka, bardzo źle dobrana, denerwująca, film jest też za bardzo przewidywalny, a na koniec Emma Stone, która moim zdaniem nie podołała roli, chociaż to chyba tylko moja opinia, bo nominację zdobyła. Pomimo tych kilku wad, warto go obejrzeć dla samej, niezwykle ciekawej opowieści.


Green Book

Zdecydowanie mój faworyt, jeśli chodzi o Oskarowe nominacje. Zresztą, ma już na koncie trzy Złote Globy. Podobnie jak w przypadku Faworyty, także jest związany z prawdziwą historią. Green Book to bardzo mądra, a przy okazji zabawna opowieść o tolerancji, o tym jak możemy wzajemnie na siebie wpływać. To także film o muzyce, zresztą jest ona tu świetna. Ogromną zaletą tego filmu jest duet aktorski Mahershala Ali (dostał za tę rolę Złotego Globa) i rewelacyjny wręcz Viggo Mortensen. A wracając do filmu, straszne jest to, że historia sprzed przeszło 50 lat wciąż jest tak aktualna. Natura ludzka się nie zmiana, nie znosimy każdego, kto w jakiś sposób się wyróżnia.


Narodziny gwiazdy

Ostatnim oscarowym filmem, który udało mi się obejrzeć, była kolejna, trzecia już wersja Narodzin gwiazdy. W sumie piękna opowieść o pasji, muzyce i miłości. Ale także o tym jak niszczycielski może być nałóg. Największą jednak zaletą tego filmu jest rola Lady Gagi. Gdyby to zależało ode mnie, już miałaby Oscara. Narodziny gwiazdy warto obejrzeć, bo jest to, po prostu ładny film.

 

Zimowy poranek

Ostatnich kilka lat, całkowicie odzwyczaiło mnie od zimy, więc kompletnie zapomniałem o tym, że poza zimnem, ma ona także swoje pozytywne strony. Kiedy spadnie śnieg, może zrobić się naprawdę pięknie. Więc kiedy w ostatnich dniach, zaskoczyła nas zima, byłem wyjątkowo tym wszystkim przejęty. Dziś rano chwyciłem za aparat i ruszyłem by złapać tych kilka niezwykłych chwil, zwłaszcza, że bezchmurny poranek, stworzył niemal magiczną atmosferę.

Krótko o … filmach

Całkiem niedawno Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła nominacje do swoich corocznych nagród, więc zainteresować się tymi filmami.

Bohemian Rhapsody

To powinien być wielki film. Niestety, on nawet nie jest przeciętny i gdyby nie wspaniała muzyka Queen, ciężko byłoby go oglądać. Freddie Mercury grany przez kompletnie do niego nie podobnego Ramiego Maleka jest niesamowicie drażniący. Najgorsze jest jednak to, że po jego obejrzeniu trudno mi jest powiedzieć o czym ten film opowiada. Jeśli miałaby to być historia Queen, to została ona strasznie poszatkowana, ale dokładnie tak samo potraktowano tu postać Mercurego, który jest tu jedynie drażniącym, egocentrykiem, bez pokazania tragizmu tej postaci. Po obejrzeniu filmu czułem się strasznie zawiedziony, bo kiedy ktoś chce mierzyć się z legendą, to powinien mieć na to genialny pomysł, a tego najwyraźniej twórcą filmu zabrakło. Na szczęście zostaje jeszcze muzyka stworzona przez ten fenomenalny zespół.


Czarne bractwo. BlacKkKlansman

A to z kolei film, który zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Może dlatego, że nie miałem żadnych związanych z nim oczekiwań. Sama historia jest dosyć groteskowa. Czarnoskóry policjant, poprzez rozmowy telefoniczne, wchodzi w struktury Ku Klux Klanu. Jest tak przekonywujący, że sam Wielki Mistrz się w tym nie orientuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym filmie postacie są mocno przerysowane – czarni jednoznacznie dobrzy, biali, obrzydliwie źli. Kompletnie mi to jednak nie przeszkadza. Ten film ośmiesza wszelkiej maści fanatyzm, którego podstawą są jakieś wyssane z palca australopiteka, irracjonalne idee. Najgorsze jest jednak to, że pomimo kompletnego braku logiki, wciąż tysiące ludzi jest w stanie za nimi podążać, doprowadzając nie tylko do wzrostu nienawiści, ale także bezpodstawnej przemocy. I może film Spike’a Lee nie jest żadnym genialnym dziełem, to pozostaje niezwykle ważnym ostrzeżeniem, zwłaszcza w czasach, kiedy liberalizm umiera, zastępowany przez nieufność i populizm.