W końcu się ruszyłem

Ostatnio dzieje się ze mną coś niepokojącego. Unikam wszystkiego co wymaga jakiegokolwiek wysiłku, zwłaszcza fizycznego. Kiedy mam coś zrobić, wymyślam przeróżne wymówki, tylko po to żeby do tego nie doszło. Nawet rzeczy, które na ogół sprawiają mi przyjemność jak wędrówki czy rowerowe wyprawy odsuwam na później. Dziś jednak postanowiłem się przełamać. Tak się akurat złożyło, że tylko na chwilę pojawiłem się w pracy, a reszta dnia należała do mnie. Postanowiłem skorzystać z całkiem niezłej pogody, wytargałem z piwnicy rower i ruszyłem. Było wspaniale! Zanurzyłem się w zielonej otchłani, pełnej ptaków i brzęczących owadów. Na pewien czas dałem się zupełnie pochłonąć wiosennej przyrodzie. Teraz jestem zmęczony, mój mózg jest w końcu dotleniony. Umysł powoli uspokaja się po sporej dawce bodźców. Czuję się bardzo usatysfakcjonowany!

4 Comments

  1. A ja mam ostatnio tak, że wszystko to, co jest konieczne do zrobienia w domu odkładam na później, ale jeśli chodzi o wypady w naturę czekać nie potrafię. Mąż mi podsunął ciekawą myśl: „To może kupimy namiot?”
    Piękne fotki. Co to za budowla na dwóch zdjęciach?

    Polubione przez 1 osoba

    1. A to mogę pozazdrościć. Dom i sprawy z nim związane nie uciekną, a wiosna mija błyskawicznie, podobnie jak lato, po nich przychodzi kilkumiesięczna szarówa. Te tajemnicze obiekty to stare wapienniki, których sporo jest w mojej okolicy

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do iltanalivingetc Anuluj pisanie odpowiedzi