Kiedy z nieba leje się żar, trzeba szukać alternatyw. Dzisiaj moją była pobudka o 5:00 rano. Gdy większość jeszcze smacznie spała, ja już kręciłem pierwsze kilometry po okolicy, rozkoszując się rześkim, porannym chłodem. Efekt? Niezwykle udana, spokojna wycieczka i powrót do bazy idealnie w moment – tuż przed tym, jak słońce znowu zamieniło świat w piekarnik.


































