„WOJENKO, WOJENKO…”

Kiedy będąc w księgarni dostrzegam książkę ze znakiem „Terra incognita” wyd. WAB, kupuję ją w ciemno. Nigdy się jeszcze nie naciąłem, za każdym razem czytając kolejną książkę odbywałem niezwykłą podróż do miejsc, do których nie dane będzie mi dotrzeć (czasami na szczęście). Kiedy więc krążąc po księgarni rzuciła mi się w oczy książka „Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii” Arkadija Babczenki, kupiłem ją bez zastanowienie. W tym przypadku w grę wchodziła jeszcze tematyka książki, wojna w Czeczenii. Posiadam niezaspokojony głód wiedzy na temat współczesnych konfliktów.


Muszę przyznać, że bardzo mną wstrząsnęła ta lektura. Wojna to piekło, i to piekło, bez ubarwiania opisuje Babczenko. A wie on dokładnie, o czym pisze. Mając 18 lat został powołany do wojska, a po odbyciu szkolenia wysłano go do Czeczenii. Tam przeszedł przeżył prawdziwy koszmar, które dokładnie opisuje w swojej książce. Co ciekawe, kiedy w 1999 r. wybucha druga wojna w Czeczenii zgłasza się do wojska na ochotnika.

Tysiące takich jak ja po pierwszej wojnie wróciło do Czeczenii. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czemu pojechałem tam znowu. Nie wiem. Po prostu nie mogłem nie pojechać, ciągnęło mnie z powrotem z niewiarygodną siłą. Może dlatego, że tam została moja przeszłość, całe moje życie – z tamtej wojny wróciło tylko ciało, ale nie dusza. Wojna to najsilniejszy narkotyk na świecie

Babczenko urodził się w tym samym roku co ja, i kiedy ja przygotowywałem się do matury, przeżywałem swoje młodzieńcze lęki i załamania, jeździłem na koncerty on, jak wielu innych Rosjan w naszym wieku musi przerwać studia, przechodzi brutalne szkolenie i zostaje wysłany na wojnę. I nie była to romantyczna wojna, gdzie żołnierze jak bracia walczą ramię przy ramieniu, niosąc wolność mieszkańcom dalekiego Kaukazu. W rosyjskiej armii panuje niewyobrażalna fala, złodziejstwo, bark tam jakiegokolwiek porządku. To zupełni inny, zdehumanizowany świat. Fala dotyczy nie tylko zwykłych żołnierzy, ale dotyka również oficerów.

Czego można oczekiwać po oficerów oprócz bicia, skoro sami dostawali w koszarach? Bito ich kiedy uczyli się na kursach, teraz też ich biją w oddziałach frontowych. Co drugi pułkownik umie już tylko skomleć i bić, na oczach podwładnych zmieniając porucznika, kapitana i nawet majora w jęczącego rozczochranego gówniarza. (…)

Nasza armia jest robotniczo – chłopska, doprowadzona do rozpaczy wieczna biedą, zezwierzęcona głodem, bez mieszkań, oberwana i bita przez wszystkich na odlew niezależnie od rangi, pozbawiona praw – nie armia, lecz horda, która przejęła od przestępców i lumpów, wszystko co najgorsze, cały ten burdel, i rządzi się wilczymi prawami

Babczenko pokazuje, w jaki sposób ludzie zmieniają się w bezduszne potwory. Zagrożeniem jest nie tylko wróg, ale również współtowarzysze z oddziałów stacjonujących w jednej jednostce. A najgorsze jest to, że w żaden sposób nie można się temu przeciwstawić, trzeba jak najszybciej się przyzwyczaić, bo to jest jedyny sposób, dzięki któremu można jakoś to przeżyć. Pisząc tę książkę musiał zdobyć się na wielką odwagę. I to nie tylko dlatego, że Rosję trudno nazwać wzorcową demokracją, w której można głosić to co się chce, ostro krytykując własne państwo, oskarżając rządzących o potworne cierpienia jakich się doświadczyło. Przede wszystkim musiał sięgnąć do bardzo bolesnych wspomnień, jeszcze raz dokładnie je przeżyć. Przyznać się do tego, że zostało się pozbawionym sporej części siebie, przynajmniej na chwilę utraciło się człowieczeństwo, a wszystko po to, by przelać je na papie, by dać świadectwo prawdzie.

Podsumoując, moją krótką recenzję „Dziesięciu kawałków o wojnie”, jeszcze raz posłużę się cytatem:

Kocham cię, wojno.

Kocham cię za to, że masz w sobie moją młodość, moje życie, moją śmierć, mój ból i strach. Za to, czego mnie nauczyłaś: że najpaskudniejsze życie jest tysiąc razy lepsze od śmierci. Za to, że w tobie żyli jeszcze Igor, Paszka… Jesteś moja pierwszą kobietą, moją pierwszą miłością. Minęło wiele czasu, ale nikogo nie pokochałem tak jak ciebie. Miałem osiemnaście lat, kiedy wrzucono mnie w ciebie, naiwnego szczeniaka, i zabito mnie w tobie. I zmartwychwstałem jako stuletni starzec, chory, z poszarpaną psychiką, pustymi oczyma, wyżętą duszą.

Na zawsze pozostaniesz we mnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s