Miesiąc: Październik 2018

Krótko o… płytach cz. 3

Voivod – The Wake

Starzy wyjadacze, którzy pokazują, jak grać metal i łączyć go z muzyką progresywną. Bardzo ciekawa płyta, na której bardzo dużo się dzieje. Płyta bardzo mocno wciąga, a ten pozorny, muzyczny chaos, kiedy się w niego wsłucha, okazuje się dosyć mocno uporządkowany. Panowie z Voivod dają się ponieść muzycznej fantazji i dzięki temu tworzą nową jakość w trash metalu. Płyta The Wake to najlepszy dowód na to, że nie warto stać w miejscu, drogą artysty jest szukać kolejnych form wyrazu.

 

 Mayan – Dhyana

Bardzo dobre połączenie ostrego, metalowego grania z elementami muzyki klasycznej. Płyta, która pokazuje jak niedaleko znajduje się muzyka metalowa od tej klasyczna. Drapieżne gitarowe riffy, harmonijnie łączą się z dźwiękami orkiestry symfonicznej, a chór tworzy wspaniałe tło dla growlowego śpiewu.

Soulfly – Ritual

Rewelacyjna płyta. Jedna z najlepszych w dorobku zespołów. Chwilami przypomina mi Sepulturę z czasów albumu Roots, albo pierwsze wydawnictwa Soulfly. Max i ekipa postanowili nagrać muzykę bardziej korzenną, ale wciąż bardzo mocną. Po sierpniowym koncercie na Pol’and’Rock Festival, byłem bardzo złakniony ich muzyki, a to co dostałem przed tygodniem wypełnia mnie ogromną, muzyczną mocą, jakbym przeszedł metalowy rytuał.  

Kolory jesieni

Pomimo lata, które mamy tej jesieni, przyroda nie czekając na nagły atak zimy, zaczęła przystrajać się w jesienne barwy. I chociaż uwielbiam, kiedy jest zielono, to muszę przyznać, że o tej porze roku, może zrobić się bardzo wyjątkowo. Szkoda tylko, że ten stan trwa tak krótko i po kilku tygodniach tylko kupka zeschłych, gnijących liści, będzie dowodem na kolorowy cud, który ma właśnie miejsce.

Jack White w Poznaniu

W zeszłą niedzielę (7.10) miałem ogromną przyjemność zobaczyć koncert Jack’a White’a, który odbył się w hali nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich. Tak na marginesie, całkiem ciekawe miejsce, w sam raz na takie imprezy. Przed White’m wystąpił przedziwny duet Nagrobki. Nie można powiedzieć żeby rozgrzał publikę, ale ich występ był dosyć osobliwym przeżyciem. I kiedy w końcu na scenie pojawił Jack White ze swoim zespołem rozpoczęło się prawdziwe muzyczne święto. Rozpoczął utworem Over and Over and Over, który doskonale rozgrzał publiczność. Podczas tego koncertu nie było miejsca na wizualne zabawy światłami, ekranami, laserami itp. To był wieczór, podczas którego rządziła muzyka i to ona była najważniejsza. Trasa koncertowa White’a odbywa się pod hasłem „phone free show”, co oznaczała, że przy wejściu telefon należy włożyć do specjalnego futerału Yondr, który uniemożliwia korzystanie z niego. I dzięki temu, ludzie zamiast zajmować się robieniem zdjęć i kręceniem filmików, zmuszeni zostali do aktywnego uczestnictwa w koncercie. Widownia mogła skupić się na tym, co dzieje się na scenie, żywiołowo reagując na dochodzące do nich dźwięki. Prawdziwym odkryciem była dla mnie perkusistka Carla Azar. Dziewczyna grała fenomenalnie i momentami to ona była gwiazdą wieczoru. Pozostali muzycy również byli świetni. Już dawno tak dobrze się nie bawiłem, ale także od dawna nie miałem okazji posłuchać tak wspaniałej muzyki na żywo. I pomyśleć, że wszystko to przez zupełny przypadek i całkowicie spontaniczną reakcję na wiadomość, że Jack White będzie w Polsce. Za nim się dobrze nad tym zastanowiłem, miałem już zakupione bilety, więc nie było odwrotu. I bardzo się z tego cieszę! Mija już prawie tydzień, a ja wciąż mam wrażenie jakbym dopiero co wyszedł z koncertu.

Fot.: https://jackwhiteiii.com/live-photos/

Krótko o… płytach cz. 2

Leśne Licho – Żółte Kwiaty

Leśne Licho to rodzimy folk metal. Słowiańskie klimaty i metalowa energia. Coś jest w tej muzyce, coś, co nieźle mocno rozgrzało moje serducho. Płyta, dzięki której przeniosłem się dziesięć wieków wstecz. Jakbym znalazł się w wypełnionej wojownikami sali i przy pucharach wypełnionych miodem, słuchał opowieści snutych, przez metalowych bardów. Bardzo przyjemna rzecz.

Five Finger Death Punch – And Justice for None

Mocne, energetyczne granie i chociaż płyta słabsza od poprzednich, jak dla mnie nieco zbyt wiele jest spokojniejszych momentów. A przecież po pierwszym utworze, który jest najlepszy na płycie, spodziewałem się niezłej jatki. Ale i tak jest przyzwoicie. Brzmienie świetne, wokal fantastyczny, chciałbym żeby tak wyglądała muzyka pop.

Beth Hart, Joe Bonamassa – Black Coffee

To propozycja dla tych, których organizmy są zbyt wątłe na porcję metalu, a potrzebują dawki energii. I chociaż są tutaj same covery, to aranże Joe Bonamassy oraz wokal Barh Hart, sprawiają, że utwory te zyskują nowego, bardzo mocnego blasku. Oboje pokazują prawdziwy kunszt, sprawiając, że słuchanie tej płyty to prawdziwa przyjemność. Ten krążek to porcja, najlepszej czarnej kawy.