Las o tej porze roku powoli cichnie. Ptaki, choć wciąż śpiewają, robią to już znacznie spokojniej, a leniwe bzyczenie owadów koi zmysły. Na szczęście ostatnie deszcze sprawiły, że zieleń wciąż zachwyca swoją soczystością, nawet jeśli tu i ówdzie nieśmiało przebijają się już pierwsze, ciepłe barwy jesieni. Zanurzenie się w tym zielonym morzu to czysta, niepowtarzalna przyjemność. Dla mnie to wręcz leśna terapia – wycisza umysł, głęboko dotlenia płuca i dodaje sił. To właśnie las i wędrówka jego ścieżkami sprawiają, że dusza karmi się prawdziwym pięknem. Warto chwytać każdy taki moment. Czas pędzi nieubłaganie, a zmagazynowane w pamięci zielone kadry będą najlepszym ratunkiem na szare, jesienno-zimowe miesiące.


































Shinrin-yoku, jak to ładnie nazywają Japończycy. I ja mam ogromną ochotę fundować sobie regularnie taką leśną terapię, boję się jednak kleszczy…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Piękna rzecz! Kleszcze nie przepadają za zapachem olejku lawendowego i olejku z drzewa herbacianego, a po powrocie z lasu najlepiej jest ubranie przejechać rolkami do odzieży, a później wziąć prysznic.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Nie ważne czym się spryskam, i tak do mnie lgną 😦
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dobra krew 😀
PolubieniePolubione przez 1 osoba