Krótko o… książkach cz. 65

Man in ancient attire reading a long manuscript scroll at a wooden table

Byli wikingowie, a dziś proponuję przenieść się w czasy dominacji Imperium Rzymskiego. Wszystko to za sprawą dwóch cykli powieści historycznych:

Conn Iggulden cykl Neron

Seria skupia się na jednym z najbardziej kontrowersyjnych i przerażających władców w historii – Neronie. Iggulden nie wrzuca jednak czytelnika od razu w moment, gdy Rzym płonie, a cesarz gra na lirze. Zamiast tego buduje opowieść od podstaw, pokazując młodość Nerona, skomplikowaną relację z matką (Agrypiną Młodszą), polityczne intrygi na dworze Klaudiusza oraz realia służby wojskowej w rzymskich legionach na krańcach imperium (m.in. w Brytanii).

Iggulden ma niezwykły dar ożywiania starożytnego świata. Zapachy, brud Rzymu, chłód brytyjskich lasów, brutalność walki i ciasnota wojskowych obozów są opisane z ogromną dbałością o detale. Świetnie wypada wątek Agrypiny — bezwzględnej, inteligentnej kobiety, która zrobi wszystko, by utorować synowi drogę do władzy. Relacja matka-syn jest pełna napięcia i manewrowania w gąszczu intryg. Autor próbuje nakreślić psychologiczny portret człowieka, który w historii zapisał się jako tyran. Zamiast jednowymiarowego złoczyńcy dostajemy postać ukształtowaną przez traumy, paranoję i toksyczne środowisko rzymskiej elity. Jak w większości swoich powieści, Iggulden nagina niektóre wydarzenia czy chronologię na rzecz płynności fabuły (o czym sam szczerze wspomina w posłowiu każdego tomu), ale przecież to beletrystyka a praca naukowa.

Conn Iggulden po raz kolejny udowadnia, że jest w absolutnej czołówce twórców powieści historycznych. Neron to wciągająca, brutalna i dojrzała opowieść o tym, jak władza, strach i ambicja potrafią skazić ludzką duszę.

Adrian Goldsworthy seria Vindolanda

Adrian Goldsworthy to jedno z najważniejszych nazwisk we współczesnej historiografii starożytnego Rzymu. Kiedy wybitny historyk – autor cenionych biografii Cezara czy Oktawiana Augusta – decyduje się na pisanie powieści historycznych, czytelnik ma prawo oczekiwać czegoś wyjątkowego. Seria Vindolanda moim zdaniem w pełni spełnia te oczekiwania.

Akcja serii przenosi nas do 100 roku n.e., na mgliste, chłodne i dzikie pogranicze rzymskiej Brytanii – jeszcze przed wybudowaniem słynnego Muru Hadriana. Tytułowa Vindolanda to rzymski fort przygraniczny, w którym stacjonuje garnizon walczący nie tylko z surowym klimatem, ale przede wszystkim z brutalnymi, nieprzewidywalnymi plemionami z Północy. Głównym bohaterem trylogii jest Flawiusz Ferox – centurion (później prefekt), który idealnie uosabia tragizm i skomplikowanie ówczesnego świata. Ferox jest Brytem z urodzenia, ale służy w rzymskiej armii. Ta podwójna tożsamość stawia go w ciągłym konflikcie lojalności: dla swoich rodaków jest zdrajcą na służbie najeźdźcy, a dla części rzymskich patrycjuszy pozostaje tylko „cywilizowanym barbarzyńcą”. Fabuła serii opiera się na rozwiązywaniu zagadek spisków, tłumieniu lokalnych rebelii i odpieraniu najazdów, a z każdym kolejnym tomem skala zagrożenia i intryg rośnie.

Goldsworthy nie wymyśla Rzymu na nowo – on go po prostu zna. Opisy uzbrojenia, taktyki wojskowej, życia codziennego w forcie czy procedur biurokracji wojskowej są do bólu autentyczne (pisarz czerpie garściami z prawdziwych odkryć archeologicznych, w tym ze słynnych tabliczek z Vindolandy). Autor unika gloryfikacji Imperium Rzymskiego. Pokazuje Rzym jako brutalną machinę, często bezwzględną i skorumpowaną, ale też jako jedyną siłę niosącą przewidywalny ład.

5 Comments

      1. Aż po latach sięgnę. Nie mniej polecam przekład heksametryczny z jambami i daktylami Romana Chodkowskiego. Wielka translacja!

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz