A rano…

… wsiadłem w samochód i po godzinie jazdy byłem już w Pokrzywnej. Około 8:00 ruszyłem na szlak prowadzący na Biskupią Kopę. Trasa jest dosyć długa i wymagająca, ale za to niezwykle urokliwa – no i o tej porze całkowicie pusta. Choć mięśnie nóg na początku nieco protestowały, szybko zrozumiały, że nie zamierzam ich słuchać, i grzecznie podjęły współpracę. Efekt? Kolejno zdobyta Szyndzielowa Kopa, Zamkowa Góra, Srebrna Kopa (Velká Stříbrná) i wreszcie sam szczyt Biskupiej Kopy. Było epicko! Teraz, poza powoli dającym o sobie znać zmęczeniu, czuję ogromną satysfakcję.

Dodaj komentarz