Bo w mieście jest wojna, wojna polsko – ruska

W końcu miałem okazję obejrzeć „Wojnę polsko – ruską”. Dobrze pamiętam jaką sensację wywołała w 2002 roku książka 18 letniej wówczas Doroty Masłowskiej. Książka była naprawdę świetna i wszelkie nagrody, które zgarnęła młoda autorka, były jak najbardziej zasłużone. Myślę, że Masłowska swoimi późniejszymi dziełami udowodniła wszystkim, że „Wojna…” nie była przypadkiem, że ma dziewczyna wielki talent. Wspomnę tylko jeszcze, że plotka głosi, jakoby miała teraz napisać dramat na zlecenie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Wracając jednak do filmu. Muszę przyznać, że trochę się go bałem. Obawa ta wiązała się z tym, że nie potrafiłem sobie wyobrazić ekranizacji książki, której najistotniejszą częścią jest język. Myślałem, że reżyser podobnie jak to zrobił Kubrick z „Mechaniczną pomarańczą” poruszy jedynie temat bezsensownej przemocy, pomijając bogatą resztę. Jak się okazało niepotrzebnie. Xawery Żóławski świetnie wywiązał się z podjętego zadania. „Wojna polsko – ruska” to z pewnością jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat, i jedna z najlepszych ekranizacji powieści jaką przyszło mi obejrzeć. Było w tym filmie coś z teatru telewizji, z drugiej zaś strony można dopatrzeć się w nim podobieństwa do klipu. Reżyserowi udało się zachować wszystko to, co stanowiło o sukcesie książkowego pierwowzoru. Język, którego możemy posłuchać w każdym autobusie, w którym znajdzie się grupa nastolatków. Właściwie jego parodia, luz połączony z wulgaryzmami, w którym znajdziemy pseudo intelektualne wstawki. Kilka niezłych rozwiązań, jak choćby to, w którym pisząca swoją książkę Masłowska dyktuje głównemu bohaterowi, Silnemu co ma mówić. Do tego jeszcze świetna gra Szyca, choć przyznać muszę, że wszyscy aktorzy dobrze poradzili sobie ze swoimi rolami, no może z pominięciem Masłowskiej, która w filmie jest narratorem, ale może właśnie tak jest najlepiej. I jeszcze jeden plus, realizacja. Ciekawe zdjęcia, kilka zaskakujących efektów, wartka akcja i co w polskich filmach stanowi rzadkość, całkiem dobry dźwięk, może to i dziwne, ale słychać dialogi wypowiadane przez aktorów. Kto nie miał okazji zobaczyć „Wojny polsko – ruskiej” w kinie niech sięgnie po DVD, bo naprawdę warto. Myślę, że reżyserowi udało się stworzyć nie tylko obraz współczesnego polskiego nastolatka. W pewnym momencie uświadamiamy sobie, że ten, na pozór wyimaginowany, chory świat istnieje naprawdę. No tak, ale to przecież niemożliwe, żeby rzeczywistość była aż tak surrealistyczna, by świat ludzi był aż tak antyludzki. Więc może nasz świat to tylko zły sen, koszmar, z którego wkrótce się przebudzimy. Wszystko wskazuje jednak na to, że albo to wszystko dzieje się na serio, albo zapadliśmy w śpiączkę.

I na koniec fragment dedykowany mojej żonie – jej ulubienica, Natasza Blokus, dziewczyna naprawdę wymiata 🙂




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s