Świat jest ślepy i głuchy

W styczniu i lutym mogliśmy na bieżąco śledzić losy rewolucji w Egipcie. W internecie czy w telewizji pełno było przekazów z krainy faraonów. Pokazywano zamieszki,, zniszczone sklepy, a później radość Egipcjan z odniesionego zwycięstwa. Z kolei od kilku tygodni z zapartym tchem, jakby to był serial HBO, obserwujemy zmagania buntowników libijskich z dyktaturą Kadafiego. Destabilizacja w tych krajach jest bardzo niebezpieczna dla Zachodu, zwłaszcza dla Europy. Przeciągająca się wojna domowa grozi zalewem emigrantów, dla których nie wiele jest tu miejsca. Dodatkowo, kraje te zasobne są w ropę, ten eliksir życia, niezbędny dla istnienia rozwiniętych cywilizacji, więc brak stabilizacji powoduje automatyczny wzrost cen tego surowca. Nie wspominając już o tym, że w końcu świat ma okazję pozbyć się dyktatora, który przez 40 lat grał mu na nosie. Więc Zachód wysłał swe samoloty by wspomóc rewolucję. Zaangażował się, ale ostrożnie, tak by w każdej chwili móc się wycofać. Nowoczesne samoloty NATO postraszą słabe siły powietrzne Kadafiego, zniszczą mu kilka czołgów, a przy okazji, tak przez przypadek zrzucą bombę na cywili. Jeśli walka Libijczyków zakończy się powodzeniem będą mogli uchodzić za współtwórców sukcesu, jeżeli przegrają wytłumaczą się tym, że na działania o bardziej ofensywnym charakterze nie pozwolił im mandat ONZ.

Przebudzenie narodów arabski w Afryce Północnej, jest uważnie przez świat obserwowane, bo region ten jest zbyt ważny dla globalnej gospodarki. Inaczej jednak rzecz wygląda, jeżeli konflikt wybucha gdzieś na obrzeżach świata, na tak zwanym „zadupiu”. Tam wojna może być bardzo krwawa i nikogo to nawet nie zainteresuje. No, może media czasami wspomną o tym miejscu, ale bardzo lakonicznie, bez wdawania się w zbędne (ich zdaniem) szczegóły. Z takim konfliktem mamy do czynienia na Wybrzeżu Kości Słoniowej.


W kraju nieco większym, chociaż mniej ludnym od Polski, od końca 2010 r. toczy się wojna domowa. Wszystko zaczęło się od wyborów prezydenckich, których wyników nie uznał dotychczasowy prezydent Laurent Gbagbo, kwestionując oczywiście swoją przegraną. W starciach pomiędzy jego zwolennikami a siłami popierającymi nowego prezydenta zginęło już najprawdopodobniej tysiące osób. Piszę „prawdopodobnie” ponieważ światu kraj ten jest zupełnie obojętny, więc nikomu nie zależy by sprawdzić co tak naprawdę się tam dzieje. Wybrzeże Kości Słoniowej nie ma złóż diamentów, miedzi, gazu czy ropy, więc niewarte jest zainteresowania społeczności międzynarodowej. To, że kraj ten jest największym producentem kakao to zbyt mało. Jakiś czas bez czekolady można się przecież obejść (przynajmniej teoretycznie, bo dla mnie to trudne do wyobrażenia) Gospodarka światowa nadal będzie się kręciła bez ziaren kakaowca. Wojny były zawsze, a na wojnie giną ludzie, tak było, jest i będzie, więc cóż niech się wyżynają. Świat jest brutalny, rządzą nim korzyści ekonomiczne, dlatego to wielcy mogą pozwolić sobie na wszystko, mali mogą liczyć jedynie na siebie. Kiedy świat nie ma w tym żadnego interesu, jest ślepy i głuchy.

zarna kakaowca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s