Filmy na lato?

Pogoda tego lata nas nie rozpieszcza i niezwykle rzadko kusi by spędzić wieczór gdzieś w plenerze. Jak chyba nigdy o tej porze roku, aby wypełnić wolny czas, trzeba sięgnąć po zasoby światowej kinematografii. Tylko co wybrać? W końcu to wakacje, więc dobrze by film nie był zbyt ciężki, nie dołował (polskie kino odpada). Przede wszystkim powinien bawić. Ale z drugiej strony, dobrze by było, żeby to nie była jakaś głupawa komedia, której główne założenie to bzdurne parodiowanie innych filmów, albo też, co gorsza cały żart opiera się na wszelkiego rodzaju obrzydliwościach (pierdzeniu, rzyganiu itp.). W takim wypadku dobrze jest znaleźć jakiś klucz według którego będzie się poszukiwać zadowalającego nas obrazu. Jakiś czas temu, moja żonka taki klucz wynalazła. Jest on niezwykle prosty i w większości wypadków jego zastosowanie daje świetne efekty. Polega on na szukaniu filmów według aktorów. Jeśli komuś uda się stworzyć ciekawe kreacja w przynajmniej dwóch filmach, sprawdzamy w czym jeszcze dana osoba grała i wiemy czego szukać. Dzięki tej metodzie prawdziwym odkryciem tego lata stał się dla nas Simon Pegg.

Po naprawdę śmiesznej i niegłupiej komedii „Paul”, której był współscenarzystą moja pani zaproponowała by sprawdzić w czym jeszcze Pegg maczał swój talent. Okazało się, że był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Współtworzone przez niego „Wysyp żywych trupów”, „Gazu mięczaku gazu”, „Hot fuzz – ostre psy” czy „Big nothing” i „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi” (w dwóch ostatnich udzielał się tylko aktorsko) to naprawdę świetne filmy. Pegg potrafi doskonale wyśmiewać się z kinematografii, ale nie poprzez byle jaką, naciąganą parodię, ale przez pastisz. Wyśmienitym tego przykładem jest „Wysyp żywych trupów”, najlepszy obok „Zombieland” film o zombie. Osobiście nie przepadam za tego rodzaju filmami i może to wpływa na to, że tak bardzo spodobały mi się filmy, które ten gatunek wyśmiewają. Twórcy tego obrazu pokazali jak niewiele tak naprawdę współczesny człowieka różni od żywego trupa (i dlatego bohaterowie filmu przez pewien czas nawet nie spostrzegli, że Londyn opanowały zombie). Jest śmiesznie i krwawo, tak, że nie sposób się nudzić. Podobnie zresztą jak podczas oglądania „Hot Fuzz – ostre psy”. Tym razem Pegg i spółka wzięli się za filmy kryminalne. „Hot Fuzz” to opowieść o super glinie, który był tak super, że postanowiono go awansować i jednocześnie przenieść na prowincję, by nie zawyżał średniej tym ze stolicy. Już samo zderzenie dwóch światów, cywilizowanego miasta i prowincjonalnej wiochy, stwarza całe mnóstwo okazji do bardzo komicznych sytuacji. To jednak nie wyczerpuje fantazji twórców filmu, ale nie będę jednak o tym pisał, by przypadkiem zbyt wiele z fabuły tego dziełka nie opowiedzieć. W każdym bądź razie, mogę zapewnić, że widza czeka wiele niespodzianek, a przede wszystkim wyśmienita rozrywka. I dzięki filmom z udziałem Simona Pegga błyskawicznie i przyjemnie minie chłodny, a być może i deszczowy, letni wieczór.




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s