Dzień: 19 stycznia 2013

Przygoda ze szczypiorem

W ostatnim tygodniu niemal znienawidziłem szczypior. I nie chodzi mi o to, że nagle przestał mi smakować. Nic z tych rzeczy. Nadal uważam go za wspaniały dodatek do twarogu, niezbędne uzupełnienie kanapek, czy sałatek. Sam jego kolor, cudownie świeży swoją zielenią, wzbudza sympatię (zwłaszcza o tej porze roku). Moja przygoda ze szczypiorem zaczęła się tydzień temu. Robiąc sobotnie śniadanie, postanowiłem skroić nieco szczypiorku do twarogu, tak dla smaku i koloru. Czynność, którą wykonuję automatycznie. Nagle jednak szczypior stawił opór, więc nacisnąłem nóż mocniej i w tej samej chwili poczułem, że ostrze wbija mi się w kciuk.  Dosyć głęboko wkroiłem się w palucha, który jakoś nieopatrznie wepchał mi się pomiędzy szczypior a nóż.  Ukrojony paluch w kuchni to przecież nic szczególnego. Po kilku dniach zaczął się zabliźniać i niemal już zapomniałem o zdarzeniu z ostatniej soboty. Aż do wczoraj. Postanowiłem zrobić żonce pyszną kanapkę, taką prawdziwie wiosenną. Rzodkiewka, sałata, ogórek i inne dodatki znajdowały się już na wieloziarnistej bułce, kiedy wpadłem na pomysł by urozmaicić ją jeszcze małym, ostrym, dodatkiem. Kiedy zabrałem się za krojenie szczypioru, nagle poczułem ból. Znów ukroiłem palucha. Dokładnie w ten sam sposób, i w to samo miejsce, w którym doskonale jeszcze można było rozpoznać ślad ostatniego cięcia.

I od wczoraj ze szczypiorem jesteśmy pogniewani. A on, okrutnik, zieleni mi się swoją soczystą świeżością, ja nie chcę na niego patrzeć. Z pewnością jeszcze długo, pamiętając co przytrafiło mi się w tym styczniowym tygodniu, nie sięgnę po niego, rezygnując z tego smacznego dodatku.