Moc tkwi w muzyce

W zeszłą sobotę słuchałem nadawanej w radiu audycji, poświęconej zespołowi Joy Division i kiedy dotarły do mnie dźwięki muzyki chłopaków z Salford, coś bardzo mocno ścisnęło mnie za serce. Jakieś 18 lat temu dogłębnie wsłuchiwałem się w tę muzykę, tak, że w końcu stała się częścią mnie. Przecież znam tam każdy dźwięk. Te utwory są po części moje. I nagle zdałem sobie sprawę z tego, jaka poważna zmiana we mnie zaszła. Przecież kiedyś muzyka była dla mnie głównym motorem napędowym. Dawała mi siłę, jakoś nie mogłem wyobrazić sobie bez niej życia. Gitarowo perkusyjny łomot towarzyszył mi, od momentu, kiedy wczesnym rankiem otworzyłem oczy, aż do chwili, gdy kładłem się spać. Niejednokrotnie w środku nocy zakładałem słuchawki i pogrążałem się w ulubionych płytach, patrząc na księżyc wiszący za oknem mojego pokoju. Muzyka była dla mnie czymś na kształt religii. Nie potrafiłem się bez niej obyć.



 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s