Dzień: 3 sierpnia 2019

Krótko o… serialach cz. 10

Pożegnanie z Teorią Wielkiego Podrywu

Niedawno, pożegnaliśmy bohaterów serialu Teoria wielkiego podrywu, jednego z najlepszych sitcomów w historii. Proste założenie, znane od czasu Przyjaciół, czyli grupa znajomych mieszkająca blisko siebie, zostało tutaj w bardzo twórczy sposób wykorzystane. Bohaterami serialu nie są piękni i przystojni, ale nerdzi (kujony), naukowcy, maniacy komiksów, filmów SF i komputerów. Spotykają się razem, żeby zagrać w D&D, potrafią porozumiewać się językiem klingońskim i znają na pamięć każdy fragment Gwiezdnych wojen. Ogromną zaletą Teorii… zawsze było przemycanie, w całkiem przystępnej formie ważnych teorii naukowych z fizyki, chemii, biologii czy psychologii. Niejednokrotnie zapisywaliśmy ich dziwaczne nazwy, aby później sprawdzić, czy coś takiego istnieje i okazało się, że każda z nich była prawdziwa. Zresztą gościnnie pojawiali się tam wybitni naukowcy, tacy jak astrofizyk i noblista George Smoot, fizyk teoretyczny Brian Greene, astrofizyk, populista nauki Neil de Grasse Tyson, profesor z inżynierii mechanicznej i astronauta Michael James Massimino, czy pełen dystansu do siebie Stephen Hawking. I szkoda tylko, że gdzieś od sezonu siódmego, sprawy naukowe zaczęły schodzić na dalszy plan, a serial stał się właściwie zwyczajną, komediową obyczajówką, przez co był miej interesujący. Teoria wielkiego podrywu to jednak przede wszystkim wspaniale wykreowani bohaterowie. Każdy z nich jest JAKIŚ i trudno sobie wyobrazić, aby kogokolwiek mogłoby zabraknąć. Dodatkowo kilka postaci pobocznych, wyrosło na równoprawnych bohaterów, najlepszym przykładem jest postać Amy.

Autorom serialu udało się całkiem zgrabnie go zakończyć. Nie będę jednak spoilerował, bo może ktoś jeszcze tego nie widział. Z jednej strony szkoda, że to już koniec, ale uważam, że lepiej jest zamknąć serial, kiedy jest jeszcze w formie, niż czekać na jego upadek. A jeśli są tacy, którzy nie znają Teorii wielkiego podrywu, to gorąco zachęcam do jego zgłębienia. Straszliwie wciągająca rzecz, ciężko przestać na jednym czy dwóch odcinkach.

Stranger Things – sezon 3

I chociaż uważam, że najlepiej, gdyby ten serial zakończył się na sezonie pierwszy, to i tak z wielką przyjemnością obejrzałem jego najnowszą, trzecią już odsłonę. Klimat lat 80-tych, filmów Spielberga i książek Kinga, do tego fajna muzyka, wspaniała scenografia i zdjęcia, no i świetnie grające dzieciaki. Sporo jest w nim nawiązań do kina z tamtego czasu. Tym razem jego twórcy zrezygnowali z mroku poprzedniego sezonu, w zamian mamy czystą, chociaż nieco przerażającą przygodę. Tranger Things to przede wszystkim świetna rozrywka w nieco oldskulowym stylu.