Miesiąc: Wrzesień 2019

Krótko o… płytach cz. 12

W środę kurier przywiózł mi niewielką paczkę, w której znajdowała się świeżutka, właściwie gorąca, jeszcze przedpremierowa płyta PIDŻAMY PORNO, Sprzedawca Jutra. Od kiedy przerzuciłem się na streaming, rzadko kupuję płyty, ale tym razem nie potrafiłem się powstrzymać i musiałem zamówić Sprzedawcę. W przesyłce znajdowało się przyjemne, chociaż patrząc na grafikę, lekko niepokojące, kartonowe pudełko z autografami muzyków, a w nim krążek z ich muzyką, na którą czekałem 15 lat. Dwanaście utworów, które można krótko opisać, jako 100% PIDŻAMY PORNO. W ostatnich czasach projekt Grabaża, Strachy na Lachy, stał się dość męczący. Brakowało przede wszystkim prostego, punkowego grania. Chyba miałem jednak zbyt duże oczekiwania wobec tej płyty, ale PIDŻAMA to kapela, która kiedyś uratowała mi życie. Pierwsze trzy utwory są właściwie tym na co czekałem (zwłaszcza Hokejowy Zamek, jak usłyszałem pierwszy raz, to miałem wrażenie, że Grabaż zajrzał mi do głowy i postanowił to wyśpiewać). Później jednak jest jakby słabiej. Chociaż kolejne kawałki są muzycznymi cytatami z dokonań PIDŻAMY to odniosłam wrażenie, że nagle przestało być ciekawie, zwłaszcza przy Sądzie Ostatecznym. Jednak dwa ostatnie utwory, to znów stara, dobra, momentami dość mocna PIDŻAMA. Ale, jak się okazuje, sam zespól miał spory problem z tworzeniem tej płyty, Grabaż przyznał, że „Nie wychodziło nam, nagraliśmy materiał, ale nie wiedzieliśmy, jak go sensownie złożyć.” I takie właśnie miałem wrażenie, po pierwszym przesłuchaniu Sprzedawcy. Jednak z każdą kolejną minutą obcowania z tą muzyką, podoba mi się coraz bardziej. I chociaż ten krążek nie porwał mnie tak jak Bułgarskie Centrum, to z pewnością Sprzedawca Jutra, będzie jednym z ważniejszych płyt w tym raku.

Krótko o… filmach cz. 3 dziś będzie muzycznie

Rocketman

Na samym wstępie muszę wspomnieć o tym, że nie znoszę filmów, w których śpiewają. No może z pominięciem Blues Brothers, ale to chlubny wyjątek. Chorobliwie nie znoszę musicali. Filmy, w których nagle przerywa się dialog i bohaterowie zaczynają się uzewnętrzniać poprzez śpiew, a czasami o zgrozo jeszcze tańcząc, po prostu mnie odrzucają. A tu takie zaskoczenie. Nie dość, że nie zrezygnowałem z oglądania Rocketmana, to na dodatek obejrzałem go z ciekawością. A zabrałem się do tego ze sporym sceptycyzmem, wynikający z bardzo nieudanej biografii Queen jaką był koszmarny Bohemian Rhapsody. Rocketman był jednak sporym zaskoczeniem, bo chociaż nie jestem fanem Eltona Johna, to film bardzo mi się podobał. Już sama konwencja była bardzo ciekawa. W Bohemian Malek próbował, aż do przesady stać się Freddiem, przez co film stał się karykaturalny, tu grający Eltona, Taron Egerton interpretuje odtwarzaną postać. Wielką zaletą tego filmu jest to, że za miast muzyki z playbacku Egerton sam śpiewa piosenki swojej postaci. Są one zresztą odpowiednio dobrane, stając się częścią opowieści. Bohemian Rhapsody był właściwie filmem o niczym. Ani w sumie nie opowiadał o zespole (zmieniono i uproszczono wiele faktów), ani o Mecurym. Rocetman to przede wszystkim opowieść o wyobcowaniu, o poszukiwaniu akceptacji i miłości. A do tego jeszcze zrobiony w bardzo ciekawej formie.

Władcy chaosu

Władcy chaosu to film “oparty na prawdzie… i kłamstwach… oraz wydarzeniach, które wydarzyły się naprawdę”. Ciężko mi jest ocenić ten film, bo jego temat jest dla mnie dość osobisty. Sam pamiętam jakie ogromne wrażenie, gdzieś na początku lat 90-tych, wywalała na nas muzyka, która przywiało z Norwegii. Takie grupy jak Mayhem, Darkthrone, czy jednoosobowy projekt Burzum, powalały świeżym i po części druzgoczącym podejściem do metalu. I ten właśnie moment został pokazany w filmie. Znudzeni młodzi Norwegowie, próbują znaleźć własne miejsce na świecie, poświęcają się muzyce, chcąc tworzyć jak najbardziej ekstremalne rzeczy. Bo metal, bez względu na to czy był on blach, death, czy też trash, to przede wszystkim rodzaj buntu. Tym razem jednak bunt oraz pewnego rodzaju poza, połączona z balansowanie na granicy, doprowadziły do tragedii. Można się przyczepić do kilku rzeczy, jak dobór aktorów (Emory Cohen w roli Varga). Najbardziej jednak doskwierała mi zbyt mała dawka muzyki. Ten film powinien być budowany metalem. Cały czas jest mowa o rewolucji dokonanej przez Mayem, ale tego niestety nie słychać.

Antynoble 2019

W ostatni czwartek w znajdującym się na Uniwersytecie Harvarda Sanders Theatre, odbyła się ceremonia rozdania nagród Ig Nobel, zwanych także antynoblami. Nagrodą tą wyróżniane są prace naukowe, nad których sens można długo się zastanawiać, a i tak niezwykle trudno jest znaleźć dla nich logiczne uzasadnienie. A oto przykłady. W dziedzinie medycyny został nagrodzony Silvano Gallus, za zebranie dowodów na to, że pizza może chronić przed chorobą i śmiercią, pod warunkiem, że została wytwarzona i spożyta we Włoszech.

W dziedzinie edukacji medycznej wyróżniono Karen Pryor i Theresa McKeon za wykorzystanie techniki szkolenia psów zwanej „treningiem klikera”, do szkolenia chirurgów mających wykonywać operacje ortopedyczne.

Ling-Jun Kong, Herbert Crepaz, Agnieszka Górecka, Aleksandra Urbanek, Rainer Dumke i Tomasz Paterek, odkryli, że martwe karaluchy mają inne właściwości magnetyczne niż żywe, co może wskazywać na znaczenie pola magnetycznego w życiu owadów. Z pewnością stanowi to milowy krok w biologii.

Roger Mieusset i Bourras Bengoudifa zajmowali się pomiarem asymetrii temperatury moszny u nagich i odzianych listonoszy we Francji.

Pokojową nagrodę Ig Nobla otrzymali Ghada A. bin Saif, Alexandru Papoiu, Liliana Banari, Francis McGlone, Shawn G. Kwatra, Yiong-Huak Chan i Gil Yosipovitch, za próbę zmierzenia przyjemności jaką daje drapanie.

Z kolei Patricia Yang, Alexander Lee, Miles Chan, Alynn Martin, Ashley Edwards, Scott Carver i David Hu, zostale nagrodzeni za zbadanie, jak i dlaczego wombaty robią kupę w kształcie sześcianu.

Powyższe przykłady pokazują, że nauka może być nie tylko fascynująca i ważna. Może być także zabawna. A tak wyglądała sama uroczystość:

Wspomnienia

Kiedy patrzę za okno, gdzie dosyć mocno wieje, jest szaro, a co jakiś czas zaczyna padać deszcz, zaczynam tęsknie wypominać niedawne wypady na okoliczne pola czy do lasu. Pięknie było, inspirująco i bardzo przyjemnie.