Miesiąc: Wrzesień 2012

Dziura w ścianie

Jak ozdobić nieużywany budynek? Najlepsze do tego będzie graffiti. Bardzo ciekawe rozwiązanie mogłem podziwiać, jakieś dwa tygodnie temu w niewielkim angielskim mieście Sawanage. Kiedy zobaczyłem tę budowlę z daleka myślałem, że to jakaś kompletna ruina, gdy jednak się do niej zbliżyłem zobaczyłem, że rzekome zniszczenie to jedynie wizja artysty. Świetny pomysł i perfekcyjne wykonanie. Dobrze, że i w naszych miastach pojawia się coraz więcej ciekawych murali, na razie tylko w tych wielkich, ale mam nadzieję, że już wkrótce moda ta zakorzeni się także na prowincji.



 

 

 

 

Rezerwat śmieci

„Ogród wiedzy” taki tytuł nosi dość niezwykłe dzieło, Kanadyjczyka Rodneya LaTourelle i Niemca Thilo Folkertsa, ustawione w lesie gdzieś w Quebecu. Powstałą w 2010 r instalację stanowi mur – labirynt, utworzony z około 40 tysięcy książek. Założenie autorów polegało na tym, że książki (czyt. ludzka wiedza) ulegając powolnemu rozkładowi, zespolą się z przyrodą, stając się częścią lasu. Panowie nie pomyśleli tylko o tym, że książki, naszpikowane chemią, niezbyt chętnie będą się z naturą asymilowały, mogąc nawet stanowić dla niej zagrożenie. Ludzka wiedza, która swój początek wzięła z obserwacji przyrody, z czasem stała się jej głównym wrogiem.

W dziele panów La Tourelle’a i Folkertsa nie ma nic nowatorskiego, to najzwyklejszy plagiat. W Polsce aż się roi od podobnie myślących artystów. Wystarczy przespacerować się do najbliższego lasu, aby odnaleźć najwyższych lotów instalacje, które skonstruowane zostały z wytworów ludzkiej wiedzy, worków, starych opakowań, pustych butelek, zużytych opon i gruzu. Przybierają one najwymyślniejsze kształty, niektóre są dość skromne inne iście monumentalne. Nie wiem dlaczego miejsca te, nie zostały jeszcze objęte ochroną. Przecież to prawdziwe dobro narodowe. Tylko patrzeć jak z całego świata zaczną zjeżdżać się tłumy spragnione obcowania ze sztuką. Stwórzmy „rezerwaty wiedzy”, które staną się przyczółkami zagłady tych resztek przyrody, jakie się jeszcze ostały.

 




Burza mistrza Dylana

Niewielu muzyków może pochwalić się wydaniem 35 albumów studyjnych. Do tych nielicznych należy Bob Dylan, którego płyta „Tempest” pojawiła się dwa tygodnie temu. Mistrz Dylan pokazał na niej wielką klasę. Jest prawdziwym królem rocka, choć jego muzyka wydawać by się mogła archaiczna, dzięki doskonałemu brzmieniu i perfekcyjnemu wykonaniu, ma w sobie wiele świeżości. Dylan pomimo swych 71 lat jest we wspaniałej formie. Jego pełne namiętności dzieło, wspaniale zachrypnięty głos i doskonałe kompozycje, wywołują w moim umyśle i sercu prawdziwą burzę. Trudno mi się od tej płyty oderwać. Bob Dylan grając od 50 lat, przy użyciu tych samych środków, potrafi nie tylko powiedzieć coś ważnego, o świecie, w którym żyjemy, o nas samych, Dylan wzrusza i zmusza do refleksji. „Tempest” to płyta, do której nie sposób się przyczepić. Trzeba ją słuchać, smakować, cieszyć się nią i czekać na kolejną produkcję mistrza (a może jakiś koncercik?).




Lato z… cz. 4 …Hitchcockiem

I jeszcze z jednym „znaleziskiem” kojarzyć mi się będą minione wakacje. Tym niezwykłym odkryciem, jest serial „Alfred Hitchcock Przedstawia”. Nie żebym go nie znał, ale poza kilkoma odcinkami, które kiedyś przypadkowo obejrzałem, jakoś nigdy wcześniej nie miałem okazji się weń zagłębić. Tego lata jednak, serial firmowany nazwiskiem brytyjskiego mistrza suspensu, stał się ważnym i cennym towarzyszem naszych wyjazdów. Kolejne odcinki serii, wypełniały nam wieczory po powrocie z gór. Zmęczeni fizycznie, ale wciąż głodni wrażeń, klasycznym serialem zaspakajaliśmy to pragnienie. Filmy wchodzące w skład serii, były raz lepsze innym razem gorsze, ale zawsze dość ciekawe. W całym serialu najlepsze okazywały się komentarze Hitchcocka. Jak sam zapowiedział, w pierwszym odcinku: pojawia się na początku filmu by wyjaśnić tytuł tym, którzy nie potrafią czytać, na końcu zaś po to, by wytłumaczyć, o czym opowiadał film, tym, którzy tego nie zrozumieli. W swoich komentarzach pokazał ogromne poczucie humoru. Drwi z samego siebie (autoironia, cecha, której powinniśmy się nauczyć od Brytyjczyków). Bawi się z widzem, licząc na jego inteligencję, a do tego jeszcze często drwi ze sponsorów, dziś chyba nikt na to by sobie nie pozwolił. Właściwie, można by oglądać same komentarze Hitchcocka. Często zdarza się, że są one znacznie lepsze od samego filmu.


Filmy, które rozpoczyna pojawienia się Alfreda Hitchcocka, będą mi się już zawsze kojarzyć nie tylko z latem, ale także z przepyszną sałatką z tuńczyka, autorstwa mojej żonki, którą wielokrotnie spożywaliśmy właśnie podczas ich oglądania.

„Alfred Hitchcock przedstawia” to przeszło 360 filmów, których tylko niewielką część udało nam się do tej pory obejrzeć. Będzie on nam towarzyszył jeszcze przez wiele miesięcy przypominając wspaniałe lato 2012.