Kategoria: ciekawe miejsca

Powrót nad Wełtawę

Są miejsca, w których czujemy się wyjątkowo dobrze, miejsca, do których chcemy wracać, bo czujemy, że do nich przynależymy. Dla mnie, jednym z takich miejsc jest Praga, do której po sześcioletniej przerwie udało nam się ponownie zawitać. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy zjawiać się tutaj co roku, ale jakoś nie wyszło. W tym roku jednak nie odpuściliśmy, zamówiłem transport, wynająłem pokój i kiedy tylko zaczęliśmy urlop, ruszyliśmy do grodu nad Wełtawą. To był wspaniały tydzień. Uwielbiam wracać do miejsc, które znam i które wywołują we mnie pozytywne uczucia. Kiedy to, przechadzając się ulicami jakiegoś miasta, mam wrażenie, że jestem u siebie. A Praga właśnie to oferuje. Podczas jednego wyjazdu, nie da się poznać tego niezwykłego miasta. Nawet kilka wypraw to zbyt mało. Tutaj wciąż odkrywa się coś nowego. Trzeba tylko zejść z turystycznych szlaków i zagubić w praskich uliczkach, podziwiając niesamowite przykłady secesyjnej i modernistycznej architektury. To w cale nie oznacza, że darowaliśmy sobie tradycyjne atrakcje, takie jak Rynek i okoliczne uliczki, Most Karola, czy dzielnicę Malá Strana, jednak na Hradczany już się nie przebijaliśmy. Natłok turystów jest mocno zniechęcający. Ale wystarczy czasem przejść jedną przecznicę, by międzynarodowy tłum się ulotnił. A miejsca takie jak Nowe Miasto, Smichov, czy Žižkov w niczym nie ustępują ścisłemu centrum czeskiej stolicy. Za to liczne i spokojne skwery oraz parki, pozwalają w pełni nacieszyć się tym niezwykłym miastem. I jeszcze jedno, co bardzo  podoba mi się w Pradze, to miasto nie ma zadęcia, nie jest to typowe miejsce przeznaczone dla turystów z wypielęgnowaną trawką i świeżo odmalowanymi, równiutkimi tynkami. Tutaj wiele rzeczy jest zaniedbanych, ale jednocześnie pełnych nieodpartego uroku. Chciałbym móc wrócić tu kiedyś poza sezonem turystycznym. Posiedzieć w którejś z muzycznych knajpek, poczuć to miasto podczas jesiennej słoty, zobaczyć zamarzającą Wełtawę. A może by tam zamieszkać? To jedna jest raczej niemożliwe, za duże ryzyko, by tak nagle wszystko rzucić i dać się porwać nieznanemu. Jedno jest pewne, do Pragi wrócę jeszcze nieraz, bo w tym mieście znajduje się cząstka mnie.

 

 

 

 

 

 

 

Corfe Castle. Malownicza ruina

Na południu Anglii, jakieś 166 km od Londynu, w niewielkiej wsi Corfe Castle w hrabstwie Dorest, znajduje się jedna z najbardziej malowniczych ruin Wielkiej Brytanii, zamek Corfe. Powstał w drugiej połowie XI wieku na polecenia Wilhelma Zdobywcy, będąc częścią sieci twierdz, które miały zapewnić panowanie normańskim najeźdźcą nad Anglią. Był to jeden z pierwszych zamków na Wyspach zbudowanych wyłącznie z kamienia. W XI wieku, dominowały konstrukcje drewniano – ziemne. W kolejnych stuleciach, twierdza była kilkakrotnie przebudowywana. Stając się w końcu własnością rodu Bankes. Podczas angielskiej wojny domowej zamek Corfe był jedną z ostatnich twierdz rojalistów na południu Anglii. Zamek był dwukrotnie oblegany przez zwolenników parlamentu, a na czele obrońców stanęła Lady Mary Bankes. W końcu jednak, w wyniku zdrady twierdza padła. Parlament zadecydował o jej zniszczeniu, w wyniku czego powstała ta malownicza ruina.

 

 

 

 

 

 

Cycuchy, czyli Góry Sokole

W północno – wschodniej krawędzi Rudaw Janowickich, znajduje się kilka szczytów zwanych Górami Sokolimi. Wśród nich dominują dwa, Krzyżna Góra i Sokolik, czyli „Cycuchy”. Ta nazwa to z racji skojarzenia, jakie przychodzi, kiedy patrzy się na te dwa, dorodne (miseczka Z) kopce, widoczne właściwie z każdego miejsca Kotliny Jeleniogórskiej. Okoliczne szlaki, jak i same góry, nie są wymagające, za to bardzo przyjemne i urokliwe. A widoki z „Cycuchów”, są naprawdę przepiękne. Możemy podziwiać całe Karkonosze, a także Kotlinę, widać pozostałości Miedzienki z nowoczesnym budynkiem Browaru (który warto odwiedzić) oraz Łysą Górę, która zazwyczaj stanowi nasza bazę wypadową. A jeśli ktoś lubi wspinaczkę, to znajdujące się tam granitowe skały, są do tego wymarzone.

 

 

 

 

 

 

Biebrza

Nad krętą Biebrzą znajdują się największe w Polsce obszary bagienne. W tym roku w wyniku suszy są mało bagniste, ale dzięki temu można dokładniej je przejść. Biebrza to kraina łosia oraz ostoja ptactwa. Sama rzeka wymarzona jest do spływów kajakowych.

Po środku bagien Rosjanie na początku XX wieku zbudowali ogromną twierdzę Osowiec. Miejsce dość ciekawe, w dużej mierze za sprawą niesamowitego przewodnika, pana Mirka.

I gdyby nie było tam tak daleko, z pewnością jeszcze nieraz byśmy wpadli nad Biebrzę.

 

 

 

 

 

 

 

 


Mery Rose

W angielskim Portsmuth można obejrzeć kadłub okrętu flagowego króla Henryka VIII „Mery Rose”. Ten potężny, jak na owe czasy okręt zatonłą podczas walki z Francuzami, którzy próbowali dokonać inwazji na Wyspy w 1545 r. (podczas zwrotu przez niezabezpieczone furty działowe, do wnętrza dostała się woda). Zapomniany wrak został odkryty w latach 70 – tych XX wieku i wydobyty w 1982 r. Później został poddany gruntownej konserwacji, by w końcu trafić do stworzonego specjalnie dla niego pawilonu. Tam w specjalnych warunkach prezentowany jest nie tylko kadłub okrętu, ale także około 20 tys. zabytków wydobytych z morza takich jak działa, muszkiety czy łuki, ale także przedmioty codziennego użytku, które były w posiadaniu 400 osobowej załogi. Dzięki mułowi, który na prawie 500 lat zakonserwował „Mery Rose” mamy możliwość na prawdziwą podróż w czasie.

 

 

 

Muzeum Czołgów

 

W Dorset na południu Wielkiej Brytanii, znajduje się Bovington Tank Museum. To miejsce w którym dorośli faceci ponownie stają się dziećmi, a zgromadzone w olbrzymiej hali pojazdy robią także wrażenie wśród kobiet. To jedna z największych kolekcji czołgów na świecie. W jej skład wchodzi przeszło 300 pojazdów pancernych, poczynając od pierwszego czołgu Mark I na współczesnym Abramsie kończąc. Już na wejściu, ogromne wrażenie robi wycelowana w zwiedzających lufa potężnego Tygrysa Królewskiego, ale chyba najciekawiej wygląda kolekcja broni pancernej z okresu I wojny światowej. W posiadaniu muzeum jest replika czołgu Mark IV na chodzie, ale także oryginalny T- 34 w polskich barwach.

I nie wiem jak to jest, przecież uważam się za pacyfistę, ale kiedy zobaczyłem te wszystkie pojazdy serce zaczęło mocniej mi bić. Jeszcze większe wrażenie robią na mnie tylko okręty wojenne, ale o tym może innym razem.

 

 

 

 

 

 



Muzeum

Velké Opatovice, znajdujące się nieco na uboczu od głównych dróg, niewielkie miasteczko na Morawach (niecałe 4 tys. mieszkańców).  Właściwie nie byłoby powodu, aby o nim wspominać, poza jedną rzeczą. Znajduje się tam muzeum kartografii. Kiedy podczas majowego weekendu, znalazłem się na Morawach, udało mi się namówić towarzyszy podróży, aby tam zajrzeć. Jakie było nasze rozczarowanie (a moje rozgoryczenie, graniczące z furią), kiedy okazało się, że przybyliśmy o godzinę za późno. Czas pracy muzeum, jak informowała kartka zawieszona na drzwiach, to 6 – 14:30. Bardzo dziwne, nie wiem, kto ma czas albo chęci, na poznawanie starych map i przyrządów kartograficznych o świecie. A może się mylę? Cóż, pozostało nam tylko podziwiać dość ciekawy budynek muzeum z zewnątrz,  budynek, który stał się łącznikiem pomiędzy różnymi częściami Opatovickiego pałacu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić Velké Opatovice i zobaczyć zgromadzone tam skarby.