Miesiąc: Styczeń 2014

A jednak…

A jednak przyszła, chociaż jej nie oczekiwałem. Przyszła pomimo tego, że marzyłem o tym, aby nigdy już nie wracała. Nie obchodzi mnie jej piękno, czar i urok. Ja po prostu nie znoszę zimy. Nienawidzę mrozu, śniegu, wiatru, ciężkich, sinych chmur, braku słońca. A wydawało się, że w tym roku obejdziemy się bez niej. Wiosennie zaczęło przyświecać słońce, o wiośnie śpiewały ptaki. I nagle postanowił nas pomęczyć. Zima pozbawia mnie sił. Zrobiłem się senny, pojawił się katar, coś zaczęło drapać w gardle. Nienawidzę zimy!!!!



Filmy, które nigdy nie powinny powstać cz. 5

Wszystkim wiadome jest, że Hollywood to maszyna do zarabiania pieniędzy, więc kiedy uda zrobić się film, który spodoba się publiczności, można być pewnym, że wkrótce pojawią się kontynuacje, sequle, requle i inne „…quele”, o klonach, czyli produkcjach bliźniaczo podobnych nie wspominając. Tak stało się z genialną komedią „Kac w Vegas”. Wkrótce pojawiła się część druga, jeszcze w miarę znośna i w końcu, straszliwa część trzecia. Powtarzanie tych samych schematów i bliźniaczych gagaów, nawet najlepszych, w końcu staje się nieznośne. Oglądając ten film odniosłem wrażenie, że jego twórcom już dawno zabrakło pomysłów i postawili na debilizm im durniej, tym śmieszniej. Niestety, to się nie sprawdza i w ten sposób zarżnęli serię. O klonach (zwłaszcza tym polskim), lepiej nie wspominać.


Ostatnio, miałem bolesne nieszczęście oglądać film „47 roninów”. Wielki budżet (przeszło 200 mln. dolarów), ciekawa historia ze sporym potencjałem, egzotyczna sceneria i wyszedł z tego koszmarek. Trailer zapowiadał ciekawy film, trochę fantasy, sporo akcji, samurajowie, spektakularne walki, a w rzeczywistości potworna nuda. Film trwał dwie godziny, a ja po wyjściu z kina miałem wrażenie, że spędziłem w nim pól dnia. Historia straszliwie rozwleczona, przegadana, przez większą część film kompletnie nic się nie dzieje, a kiedy zaczyna się akcja, trwa dosyć krótko. Spodziewałem się patosu, bo do tego historia o honorze, zdradzie i poświęceniu, doskonale się nadaje, niestety, nie znalazłem nawet i tego. Jedynym pozytywem filmu jest jego strona wizualna. Każda scena jest pod tym względem dopieszczona, niestety, nie rekompensuje to rozczarowania, a przede wszystkim potwornej nudy, na jaką narażony jest widz oglądając opowieść o 47 roninach.


Na koniec zostawiłem sobie chyba jedno z największych rozczarowań zeszłego roku, finałowy sezon serialu „Dexter”. Kiedy, kilka lat temu obejrzałem pierwsze odcinki tego serialu, byłem zachwycony, pomysłem. Psychopatyczny, seryjny morderca, który zabija wyłącznie, innych psychopatycznych, seryjnych morderców. Irracjonalne, ale i kuszące, jakże piękniejszym miejscem mógłby być świat, gdyby udało się stworzyć kogoś, kto pozbędzie się tych, którzy temu światu zagrażają. Dla mnie serial powinien skończyć się na 4 serii. To było idealne zakończenie, pomimo tego, że nic nie wyjaśniało, sprawiało, że opowiedziana w nim historia zapętlała się. Później nastąpił niestety dość słaby sezon 5, po którym były jeszcze nieco już lepsze 6 i 7. I właśnie wówczas, ponownie nadarzyła się okazja do tego, by sensownie zakończyć serial. Niestety, dla twórców filmu, ważniejsze było to, żeby na tej historii jeszcze zarobić. Dzięki temu powstała 8, najgorsza seria opowieści o psychopacie Dexterze. Niestety, przyszło mi się zmierzyć z dwunastoma, straszliwie męczącymi odcinkami. Przecież to już było. Wszystko tu było do znudzenia wtórne. A żeby mnie dobić, scenarzyści serialu wymyślili najdebilniejsze zakończenie, na jakie można było wpaść. Finał „Dextera” był żenujący! To doskonały przykład na to jak zniszczyć całkiem porządne dzieło.



Ruiny w Chrzelicach

Często mijamy osobliwe miejsca, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W moim przypadku, tak właśnie było z ruinami zamku w Chrzelicach. Dziesiątki razy przejeżdżałem w jego pobliżu, zupełnie nie wiedząc, że ocieram się o pozostałości budowli z bardzo ciekawą przeszłością.

Zamek na przełomie XI i XIII wieku wznieśli Joannici. W późniejszym czasie był własnością Piastów opolskich, Hohenzollernów, a także miejscowych magnatów z Pruszkowa. Kilkakrotnie przebudowywany, bez uszczerbku przetrwał II wojnę światową. Później przejęty przez nową władzę, w przeciągu kilkunastu lat został doprowadzony do ruin. W „wolnej Polsce” już kilkakrotnie zmieniał właściciela. Pierwszy z nich zapłacił 12 tys. zł, zarabiając później na odsprzedaży. Obecnie właścicielem zamku jest fundacja „Ortus”, która we współpracy z Uniwersytetem Opolskim chciała w tym miejscu stworzyć Centrum Dialogu Kultur. Brak pieniędzy pogrzebał szczytne plany. Skończyło się na uprzątnięciu terenu wokół zamku, który już na zawsze pozostanie tylko „romantyczną” ruiną.



 

 

 

 

 

Genialna psycholka

Dwa lata temu zachwycałem się amerykańskim serialem „Homeland”, który, gdyby go zakończono na pierwszym sezonie, można byłoby uznać za genialny. Tak się niestety nie stało i kontynuacja znacznie popsuła ogromne wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta produkcja. Zobaczymy jak będzie z sezonem 3, jak na razie wydaje się być znacznie lepszy od poprzedniego.

Z końcem zeszłego roku ukazała się książka autorstwa Andrew Kaplana „Homeland. Ścieżki Carrie”. Jest to preqeul serialu, który opowiada o tym, co działo się z bohaterami serii przed, wydarzeniami związanymi z uwolnieniem amerykańskiego żołnierza Nicholasa Brodyego. Bohaterką książki jest przede wszystkim, agentka CIA Carrie Mathison, (w serialu świetnie zagrana przez Claire Danes). Doskonała analityczka, posiadająca niezwykły instynkt, połączony z uporem w dążeniu do wyznaczonego celu, a jednocześnie zmagająca się z chorobą psychiczną, o której nie mają pojęcia jej przełożeni. Cyklofrenia – zaburzenia afektywne dwubiegunowe, to choroba, w której cyklicznie pojawiają się fazy depresyjne lub na przemian fazy depresji i manii. U Carrie, choroba, nad którą stara się mieć kontrolę, przyczynia się do jej ogromnych sukcesów. Książka niemal od pierwszej strony trzyma w napięciu i tak już jest do samego końca. Mamy tutaj pościgi, strzelaninę, terrorystów, wybuchy, grę wywiadów i politykę. Autor jest byłym korespondentem wojennym. Ma za sobą także służbę w armii amerykańskiej i izraelskiej, więc dobrze wie, o czym pisze. Nie jest to może jakaś wysmakowana literatura, to po prostu rozrywka, zwykła powieść sensacyjno – szpiegowska, ale bardzo dobrze napisana, w sam raz na zimowe zmęczenie.



Rok pełen nadziei

Sylwester 2013 był dość wyjątkowy. Zamiast zwyczajowej, dość schematycznej i nudnej imprezy, wybraliśmy się do teatru. Jakoś kompletnie nie miałem nastroju na „szampańską” zabawę. Mogliśmy uczestniczyć bardzo dobrym spektaklu „Wszystko w rodzinie”. Świetnie zagrana, i naprawdę bardzo zabawna komedia. Nasi aktorzy po raz kolejny pokazali klasę. Przedstawienie wprawiło mnie w bardzo dobry humor, więc z ogromnym uśmiechem, mogłem powitać nowy rok. A jest to rok, wobec którego mam ogromne oczekiwania. W przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy wydarzyło się zbyt wiele złych rzeczy i mam nadzieję, że ostatni wieczór będzie stanowił wyraźną granicę, kończącą ten nieprzyjemny etap naszego życia.

Są też postanowienia, przede wszystkim praca nad sobą i zmuszenie się do pisania, co w poprzednim roku całkowicie zaniedbałem.

Mam nadzieję, że będzie to ciekawy rok. Jest kilka planów, których realizacja mogłaby się do tego przyczynić. Trzeba tylko zagryźć zęby, wykrzesać z siebie uśpioną energię, a wówczas wszystko będzie możliwe.