Miesiąc: Czerwiec 2019

Muzyczne podróże. Japonia to dziwny kraj

Ostatnie dwa wieczory, muzycznie spędziłem w Japonii i muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Moje zainteresowania krążą głównie wokół cięższego grania i przede wszystkim tego typu muzyki szukałem. I tu spotkało mnie kilka niesamowitych niespodzianek. Japończycy w znaczący sposób starają się wychodzić poza ramy gatunku. Łączą gitarowe granie muzyką tradycyjną, dziwnie się przebierają (na przykład za jabłuszko), dają totalnego czadu, po czym następuje kompletna zmiana nastroju i zaczynają grać nie pasujące do tego wesołe melodyjki, no i są przy tym świetnymi muzykami, z ogromną wyobraźnią. Warto zapamiętać takie nazwy jak Ningen Isu, Maximum the Hormone, Uchikubigokumon-Doukoukai, czy mój ulubieniec, perkusista Nyango Star. No ale może starczy tej mojej pisaniny, niech przemówi muzyka, to naprawdę egzotyczna podróż:

Do lasu

O 6 rano coś wyrwało mnie ze snu. Wyprowadziłem psa, szybko coś zjadłem i korzystając z tego, że słońce nie świeci zbyt mocno, wsiadłem na rower, aby ruszyć do lasu. Niezwykły impuls, pognał mnie na bardzo przyjemną wyprawę. To niesamowite jak rano pięknie pachnie las. A świadomość tego, że jest się tam jedynym człowiekiem, zwiększa tylko ekscytacje. Wystarczy zatrzymać się na chwilę usiąść i wsłuchać się w las, który już po krótkiej chwili przestaje się nami przejmować i wybucha całą mocą życia. Zewsząd słychać ptaki, wspaniale szumią drzewa, a rój owadów kompletnie nic sobie nie robi z naszej obecności. Czasami spośród drzew na chwilę wyjdzie zając lub zagubiona sarna. To niepowtarzalne i bardzo budujące doświadczenie, które może dostarczyć potężnej dawki niespożytej siły.

A ten dziwaczny stworek poniżej, to moja dzisiejsza traska. W sumie 45,6 km, nieźle jak na początek dnia 😊

Krótko o… książkach cz. 15

Łukasz Orbitowski – Kult

Łukasz Orbitowski z pisarza zajmujący się literaturą, którą można określić jako horror/fantastyka, z każdą kolejną książką, przeobraża się w coraz poważniejszego autora. W swojej ostatniej powieści Kult, sięga po temat duchowości. Korzysta tutaj z prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w latach 80 i 90 XX wieku w Oławie. Tej sennej Oławie, która kojarzy mi się przede wszystkim, jako jedna z ostatnich stacji po drodze do Wrocławia. To właśnie w tym mieście, w 1983 roku Kazimierzowi Domańskiemu, objawiła się matka boska. Orbitowski nie odtwarza tego co się wówczas wydarzyło 1:1, on tylko opiera się na ty, co wówczas się tam wydarzyło, aby opowiedzieć coś o nas samych, ale przy okazji o pewnej epoce, która, miejmy nadzieję, pozostała daleko za nami. Pokazuje przede wszystkim relacje między braćmi, między mężem i żonom, rodzicami i dziećmi, pomiędzy mieszkańcami miasta i ludźmi tam przybywającymi. Orbitowski, który osobą głęboko wierzącą z pewnością nie jest, mówi o tym, jak bardzo pragniemy cudu. Ogromną zaletą książki jest to, że autor nikogo tu nie osądza, daleki jest od oceniania opisywanych postaci i zdarzeń. Z pewnością czujemy jego wielką sympatię wobec proroka Henia, który z trudem dźwiga rolę duchowego przywódcy, ale nie ukrywa on jego ułomności. Kult Orbitowskiego, to z pewnością jedna z najlepszych książek tego roku i chyba najlepsza, z dotychczasowych wydawnictw tego autora.